- 4 X 4 1:09
- Babies 1:34
- Mountainous 2:04
- We Came Out Like Tigers 1:38
- All Dads Alike 1:49
- Boy Club 4:53
- I've Got This One Partner 2:14
- Wated Again, Again 1:36
- Squeeze Your Eyes So Tight 1:06
- Mother Russia 1:29
- The Big Idea 2:47
- Lunch Money 1:22
- We'd Never Assume That 1:59
- Brickface 1:59
Wives - Erect the Youth Problem (2004)
My Bloody Valentine - Loveless (1991)
Nadchodząca jesień nieubłaganie skraca dzień, obniża temperaturę i nawilża powietrze mgłą. Ekspertami w przenoszeniu towarzyszącej temu wszystkiemu melancholii na brzmienie muzyczne są oczywiście wyspiarze. Mają oni bowiem okazję do obcowania z tego typu klimatem przez cały rok. Loveless wprawdzie zostało wydane w listopadzie, ale produkcja całego albumu z powodów finansowych trwała 2 lata. Wcześniejsza historia zespołu też nie napawa optymizmem, była pełna roszad w składzie, skakania między małymi wytwórniami i wydawania epek, które spotykały się z zerowym przyjęciem.
Słuchając Loveless po 19 latach od wydania spokojnie jednak można odeprzeć, że było warto, przy okazji obalając wszystkie teorie dotyczące globalnych zmian klimatu. Jesień pozostanie zawsze taka sama. Każdy zna to uczucie kiedy za oknem tnie deszcz, wszyscy na zewnątrz marzną, a Ty przytulnie rozgrzewasz się przy herbacie. Albo gdy wdychasz świeże powietrze zaraz po ulewie z zaciekłością godną mefedronisty. To wszystko na tym albumie jest, chowa się gdzieś między niezliczonymi warstwami przesterowanych gitar. W tej niepowtarzalnej fakturze brzmienia kłębią się sprzeczne z pozoru emocje. Ciężkie tony teoretycznie powinny przygnębiać, tutaj nieoczekiwanie odprężają. Lekkie, słabnące wokale wraz z klawiszami prowadzą melodią przez gęstą mgłę dźwięku. Czuć Spleen.
Loveless nie tylko perfekcyjnie przerzuciło aurę jesieni na pięciolinię, ale również ugruntowało, jeśli nie powiedzieć śmielej -- stworzyło nowy gatunek muzyczny zwany shoegaze'm. My Bloody Valentine udowodniło, że posługując się obskurnymi zniekształceniami, sprzężeniem zwrotnym i roztrajającym gitarę vibrato da się stworzyć piękną muzykę. Ten krążek to swego rodzaju pomnik. Swoją innowacyjnością wzbudził jednogłośne uznanie wśród krytyków, stając się jednym z najbardziej wpływowych albumów od czasów The Velvet Underground & Nico.
- Only Shallow 4:17
- Loomer 2:38
- Touched 0:56
- To Here Knows When 5:31
- When You Sleep 4:12
- I Only Said 5:34
- Come In Alone 3:58
- Sometimes 5:19
- Blown A Wish 3:36
- What You Want 5:33
- Soon 6:58
Wingnut Dishwashers Union - Never Trust a Man Who Plays Guitar (2008)
- Never trust a man who plays guitar
- Free and alone
- fuck shit up (whanana)
- Reason to breathe
- Do you wanna go to party town?
- Just because I don't say anything doesn't mean I've got nothing to say
- D.I.Y gangsta (T.R.E.A.M.)
- Picking sides
- Love song
- Jesus does the dishes
- No future (road song)
- For a girl in Rhinelander, WI
- Stop being so cool & get silly
- Ain't nobody's business
Deerhunter - Cryptograms (2007)
- Intro 2:50
- Cryptograms 4:17
- White Ink 4:59
- Lake Somerset 3:49
- Providence 4:08
- Octet 7:50
- Red Ink 3:40
- Spring Hall Convert 4:29
- Strange Lights 3:38
- Hazel St. 3:48
- Tape Hiss Orchid 1:12
- Heatherwood 3:37
Ceremony - Rohnert Park (2010)
- Into The Wayside Part I / Sick
- M.C.D.F.
- Moving Principle
- The Doldrums (Friendly City)
- Open Head
- Into The Wayside Part II
- Terminal Addiction
- Don't Touch Me
- Back In '84
- All The Time
- The Pathos
- Nigh To Life
- Into The Wayside Part III
Yuck - s/t (2011)
Jest i kolejny warty polecenia album w tym roku. Mowa tutaj o debiucie formacji Yuck. Zespół garściami czerpie z grunge'owej melancholii lat 90., rytmikę niskich tonów odziedziczył po Dinosaur Jr., a rozbudowane, melodyjne solówki pożyczył od Sonic Youth. Do tego zblazowany, ale wczuty wokal, wszechobecność przesteru i sprzężeń i jest naprawdę dobrze. Krążek przelatuje w całości bardzo szybko ze względu na swoje zróżnicowanie, oprócz szybkich piosenek z gitarowym slide'em przypominającym syrenę, są też te wolniejsze, ze świetnie dobranym tremolo i reverb. Tamburyna, cymbałki, a niekiedy nawet trąbki i mamy takie indie popowe oblicze noise rocka. Muzyka Yuck uderza świetnymi aranżacjami i takim uczuciem, które kojarzy mi się z poezją ale nie wiem za bardzo jak je określić. Wielu krytyków zarzuca im odgrzewanie kotletów, ale póki jest to dobrze zrobione, to co z tego?
Tracklist
- Get Away 3:36
- The Wall 3:57
- Shook Down 3:27
- Holing Out 4:11
- Suicide Policeman 3:15
- Georgia 3:36
- Suck 4:19
- Stutter 3:42
- Operation 3:47
- Sunday 4:23
- Rose Giver A Lilly 4:06
- Rubber 7:14
Weedeater - Jason... the Dragon (2011)
No i mamy w tym roku pierwszy album godny polecenia. Tym razem przyszykujcie swoje dziewicze membrany na ogromne pokłady ciężaru i przesteru, który zrywa tapetę ze ścian. Black Sabbath grało ciężką muzykę, a amatorzy tego brzmienia na przestrzeni lat wypracowali wiele różnych gałęzi. Jedną z nich jest stoner doom, którego godnym przedstawicielem jest właśnie Weedeater.
- The Great Unfurling
- Hammerhandle
- Mancoon
- Turkey Warlock
- Jason...The Dragon
- Palms And Opium
- Long Gone
- March Of The Bipolar Bear
- Homecoming
- Whiskey Creek
Beach House - Teen Dream (2010)
Beach House to dream popowy duet z tej samej mieściny co Animal Collective, czyli Baltimore w Maryland. Po pierwszym przesłuchaniu Norway od razu na uszy rzuciły mi się niezdarnie powyginane organy, które drążą niesamowicie przyjemną melodię. Na całe szczęście, jak się później okazało, organy te towarzyszą przez cały album. Subtelny automat perkusyjny wybija proste rytmy, bo niczego więcej w takiej muzyce nie potrzeba. Dream pop bardziej płynie, niż skacze. To, co w Beach House zaskakuje to ogromny rozmach stworzony za pomocą prostych środków. Efekt zapewne nie byłby tak powalający, gdyby nie charakterystyczny wokal Victorii Legrand. Bardzo lubię ten głuchy pogłos, który można także usłyszeć u Lykke Li. Mógłbym jeszcze napisać, że Teen Dream jest kolorowe, że pozytywne emocje przeplatają się tutaj z nutą goryczy i melancholii, ciężko to sobie wyobrazić więc lepiej po prostu posłuchajcie.
Tracklist
- Zebra 4:48
- Silver Soul 4:58
- Norway 3:54
- Walk In The Park 5:22
- Used To Be 3:58
- Lover Of Mine 5:06
- Better Times 4:23
- 10 Mile Stereo 5:03
- Real Love 5:20
- Take Care 5:48
No Age - Weirdo Rippers (2007)
15 kwietnia No Age zagra w warszawskim Powiększeniu. Realistycznie obstawiam, że większość kawałków zagrają ze swojego najnowszego albumu Everything in Between, który niestety jest taki sobie. Krążek został skopany przede wszystkim na poziomie produkcji, a to połowa, jeśli nie większość uroku tego zespołu. Glitter z ciekawym skrzypem prowadzącym melodie, czy Fever Dreaming dają radę, reszta utworów nie trzyma już takiego poziomu. Lepiej wrócić do ich wcześniejszych nagrań - Nouns i dzisiaj opisywanego Weirdo Rippers, które są bezdyskusyjnie majstersztykiem.
- Every Artists Needs A Tragedy 3:38
- Boy Void 1:45
- I Wanna Sleep 2:59
- My Life's Alright Without You 1:59
- Everybody's Down 2:20
- Sun Spots 1:22
- Loosen This Job 3:40
- Neck Escaper 2:08
- Dead Plane 4:12
- Semi-Sorted 3:46
- Escarpment 4:01
Pocahaunted - Peyote Road (2008)
- Divine Flesh (16:32)
- Heroic Doses (17:16)
Queens of the Stone Age - s/t (1998) re-release (2011)
- Regular John
- Avon
- If Only
- Walkin' On The Sidewalks
- You Would Know
- The Bronze
- How To Handle A Rope
- Mexicola
- Hispanic Impressions
- You Can't Quit Me Baby
- These aren't the Droids You're Looking For
- Give The Mule What He Wants
- Spiders and Vinegaroons
- I Was A Teenage Hand Model
The Black Box Revelation - Silver Threats (2010)
Debiut belgów z The Black Box Revelation wrzucałem na Indie Tapes jako jeden z pierwszych albumów. W zeszłym roku zdarzyło im się wypuścić kolejny krążek Silver Threats, który w jak najlepszym stylu kontynuuje to, co zostało już zakreślone na Set Your Head on Fire. Nie ma tutaj żadnej większej zmiany w stylistyce, to nadal garage rockowy duet, który w swoim fachu odnajduje się bardzo dobrze, a po 3 latach od wydania pierwszego albumu nie ma nic innego do zaprezentowania jak po prostu dobre, gitarowe rżnięcie. Kawałki na Silver Threats znowu są zmiksowane na najwyższym poziomie, są jeszcze bardziej chwytliwe, a bluesowa zamuła, która momentami mogła pojawić się na starszej płycie, nie występuje. Wokal też wydaje się być lepiej wyważony, mniej drażni. Przez cały album, z każdej strony atakuje nas, w coraz to bardziej zdziczałej odmianie, gitarowy fuzz. Chyba nie znam lepszego zespołu z Belgii, polecam.
- High On A Wire
- Where Has All This Mess Begun
- Run Wild
- 5 O'Clock Turn Back The Time
- You Better Get In Touch With The Devil
- Do I Know You
- Sleep While Moving
- Our Town Has Changed For Years Now
- Love Licks
- You Got Me On My Knees
- Here Comes The Kick
Japandroids - Post-Nothing (2009)
Początkowo Brian King i David Prowse szukali wokalisty, na szczęście podjęli słuszną decyzję i sami się tą rolą podzielili. Jedynie z perkusji, pomysłowo przetworzonej gitary i chórków, z których bije braterskość powstało coś zupełnie nowego.
Post-Nothing to z jednej strony melancholijne utyskiwanie dwójki przyjaciół za minionymi czasami młodości, z drugiej satysfakcja i radość, że w ogóle tych chwil mogli doświadczyć. W całym albumie czuć błogość i bryzę znad Pacyfiku, która trafia na plaże Vancouver (BC, Canada), gdzie garstka najlepszych znajomych spotyka się przy piwie zaczepiając dziewczyny i wspominając dawne czasy. Oprócz kojących, niskich szumów w brzmieniu Japandroids doszukać się można słodkich melodii i rytmu z idealnie wyczutymi pauzami. Łącząc te elementy jesteśmy na drodze do głębokiego rozmarzenia nie poprzestając jednak z machaniem głowy. Dynamika utworów jest świetnie przemyślana, praktycznie każdego kawałka słucha się z wielką przyjemnością, nic nie nuży, ani nie męczy.
Ten album to zdecydowanie tzw. grower - z każdym przesłuchaniem brzmi coraz lepiej. Na Post-Nothing miało się znaleźć więcej kawałków ale Japandroidsom zabrakło kasy - pewnie woleli ten czas spędzić na plaży. Szkoda, bo chyba jedyną rzeczą jaką mogę zarzucić temu albumowi to właśnie jego czas trwania.
- The Boys Are Leaving Town 3:59
- Young Hearts Spark Fire 5:03
- Wet Hair 3:09
- Rockers East Vancouver 4:29
- Hearts Sweats 4:22
- Crazy/Forever 6:01
- Sovereignty 3:31
- I Quit Girls 4:54
Salem - King Night (2010)
O Salem wspominałem ostatnio w rocznym podsumowaniu. Początkowo był to solowy projekt Johna Hollanda, jednak po roku istnienia szeregi Salem zasiliło już jego dwóch znajomych. Ich pierwszą EPka z obiecującym tytułem Yes I Smoke Crack wydana w 2008 roku została wyprzedana w samej przedsprzedaży. Dwa lata później mieli okazję zremiksowania utworu z drugiego albumu HEALTH i pojawienia się na specjalnej kompilacji HEALTH::Disco2 zaraz obok Crystal Castles. Pare miesięcy po tym momencie Salem wydaje swój pierwszy album długogrający King Night wywołując burzę wśród dziennikarzy muzycznych obfitującą w określenia na nowy gatunek zwany witch house czy rape gaze. Sam z taką muzyką spotykam się po raz pierwszy.
Wyobraźcie sobie obskurnie zniekształcone syntezatory rodem z horrorów klasy b z lat 80., do tego charakterystyczną dla dubstepu, pomieszaną synkope obfitującą w sample z automatu perkusyjnego i basowy, murzyński (ale rapowany przez białego), hip-hopowy flow, wszystko utrzymane jest w szamańsko-mistycznym, ezoteryczno-okultystycznym klimacie prosto z cmentarza powitego mgłą. Jezu, z czym trzeba dzisiaj wyskoczyć, aby być oryginalnym. Jeśli chodzi o wizerunek, to nie jest gorzej - dorastanie w slumsach, dragi, dużo "I don't know" i "Ummm" w wywiadach. Pustka i tajemnica.
Album promowany jest pierwszym, tytułowym kawałkiem, w którym wykorzystany jest sample z znanego utworu Christmas Carol "O Holy Night" i niezwykle mrocznym teledyskiem. Asia zaskakuje gabberowym bitem, a jeśli chodzi o mojego faworyta to jest nim zdecydowanie Trapdoor. Warto też zwrócić uwagę na Redlights, które pojawiło się już na dwóch wcześniejszych EPkach.
It's all blurred out, aye bitch!
- King Night 3:49
- Asia 3:35
- Frost 3:24
- Sick 3:19
- Release Da Boar 5:00
- Trapdoor 4:31
- Redlights 3:42
- Hound 4:32
- Traxx 4:41
- Tair 2:08
- Killer 4:51
Cheap Time - Fantastic Explanations (and Similar Situations) (2010)
Zacząć można od porządniejszej produkcji, mniej tutaj przesteru i wydzierania się. Mimo, że tempo rzeczywiście zmalało, to w żaden sposób nie wpływa to na tryskający z każdego instrumentu wigor. Wokal wcale nie jest monotonny, prowadzi rozbudowaną melodię i kłebi się w nim masa pretensji jak na punka przystało. Postęp też widać w tekstach i strukturach utworów. Klawisze w niektórych kawałkach zaczęły grać istotną rolę budując momentami niemalże operowy rozmach. Cheap Time przeprowadziło gruntowną renowację swojego stylu i wyszło im to na dobre. Klap Klap za odwagę.
- When Tomorrow Comes 2:23
- Everyone Knows 2:18
- I'd Rather Be Alone 2:02
- Throwing It All Away 2:28
- Down The Tube 2:40
- Showboat 3:48
- Miss Apparent 3:09
- June Child 2:35
- Woodland Drive 1:38
- Lazy Days 2:59
- Approximately Nowhere 1:58
- Waiting Too Long 3:59
Death from Above 1979 - You're a woman, I'm a Machine (2004)
Death from Above to duet, który udowodnił że nie potrzeba gitary aby dobrze napierdalać. A właściwie pokazał, że wystarczą 2 osoby - Sebastian Gainger na wokalu i perkusji oraz Jesse F. Keeler na basie i syntezatorach. Dwójka kanadyjczyków wyskoczyła z czymś tak rzadko spotykanym, że ciężko ich gdzieś umieścić wśród gatunków. Grają szybko, surowo i ciężko, więc niby punk, ale punk bez gitary i z klawiszami? Przychodzi na myśl taki twór jak dance punk, ale gdy spojrzysz na inne zespołu podpisujące się pod tą etykietką to tylko niesmacznie się skrzywisz. DFA to coś unikalnego, połączenie zniekształconego basu przypominającego ryki trąb z okładki, perkusji strzelającej rytmami wyjętymi prosto z muzyki dance i napompowanym seksualnie wokalem. Od czasu do czasu pojawiają się syntezatory towarzyszące stale narastającym, oddychającym i zawieszającym się riffom, których tutaj całe mnóstwo. Niestety muzycy podczas trasy koncertowej nie mogli się dogadać na wielu poziomach i zrezygnowali z dalszej współpracy zostawiając nas tylko z jednym albumem długogrającym. Wielka szkoda, płyty słuchałem setki razy, wyszukiwałem b-side'y oraz bootlegi i najzwyczajniej czuję niedosyt. Mimo 175. tysięcy sprzedanych kopii i uzyskania złotego statusu w Kanadzie nie ma większych nadziei na powrót tego niszczącego uszy duetu.
- Turn It Out 2:39
- Romantic Rights 3:15
- Going Steady 2:49
- Go Home, Get Down 2:19
- Blood On Our Hands 2:59
- Black History Month 3:48
- Little Girl 4:00
- Cold War 2:33
- You're A Woman, I'm A Machine 2:53
- Pull Out 1:50
- Sexy Results 5:55
Battles - Mirrored (2007)
Tracklist
- Race: In 4:50
- Atlas 7:07
- Ddiamondd 2:33
- Tonto 7:43
- Leyendecker 2:48
- Rainbow 8:11
- Bad Trails 5:18
- Prismism 0:52
- Snare Hangar 1:58
- Tij 7:03
- Race: Out 3:29
Crocodiles - Summer of Hate (2009)
Crocodiles zdobyło rozgłos dzięki No Age, którzy na swoim blogu ich pierwszy singiel uznali za jeden z lepszych kawałków 2008 roku. Z kolei wydając w następnym roku Summer of Hate zasłużyli już sobie na Critics' Choice ze strony New York Timesa.
Kiedy odpalisz Forfitery od razu poczujesz lata 80., głównie za sprawą automatu perkusyjnego i kojących melodii wydostających się z klawiszy odzianych w tremolo. Nieprzypadkowe również wydaje się zaczerpnięcie nazwy zespołu z albumu post-punkowego Echo & the Bunnymen. Krokodyle nie mogą też uniknąć porównań z Jesus and Mary Chain, na Summer of Hate New Wave kłania się naprawdę nisko. Crocodiles wyróżniają się za sprawą zmieszania tychże klimatów z noise popową sceną San Diego, dla której poprzedni rok okazał się "5 minutami". Aktualnie jest już trochę gorzej, głównie za sprawą ambicji weteranów na wskoczenie do playlist MTV i braku świeżości.
Brzmienie Summer of Hate można sprowadzić do obrazka zaśmieconej plaży późnym wieczorem. Napchana efektami gitara z każdym szarpnięciem zlewa się i kłębi w brudnym szumie, który wysokością częstotliwości niekiedy dorównuje zgrzytowi zębów czy piskowi tablicy kreślonej kredą. Wcześniej opisane klawisze wraz z cynicznym wokalem śpiewającym nihilistyczne teksty pogrążają odbiorce w hipnozie przepełnionej tajemnicą.
Predatory kurwa naprawdę dają radę, jeden z ciekawszych debiutów 2009 roku.
- Screaming Chrome 0:48
- I Wanna Kill 4:36
- Soft Skull (In My Room) 2:32
- Here Comes The Sky 4:15
- Refuse Angels 2:43
- Flash Of Light 5:05
- Sleeping With The Lord 3:19
- Summer Of Hate 3:33
- Young Drugs 7:12
Animal Collective - Strawberry Jam (2007)
DOWNLOAD (link usunięty)Po freak folkowym Sung Tongs i Feels Animal Collective obrało bardziej elektroniczny kierunek. Na Strawberry Jam znajduje się masa zbłąkanych sampli i loopów, więcej tutaj też krzyków i śmiałego eksperymentowania z szumami. Generalnie czuć wyższe psychedeliczne stężenie. Piosenki są bardziej skoczne, a chwiejny, zaniepokojony wokal emanuje agresywną euforią. Strawberry Jam unosi słuchacza gdzieś między obłoki w akompaniamencie bębnów imitujących tętno, aby zaraz uderzyć cię po mordzie hi-hatem zgranym z wrzaskiem i zrzucić w obłąkańczy wir.
- Peacebone 5:13
- Unsolved Mysteries 4:25
- Chores 4:30
- For Reverend Green 6:34
- Fireworks 6:50
- #1 4:32
- Winter Wonder Land 2:44
- Cuckoo Cuckoo 2:45
- Derek 3:01
HEALTH - s/t (2007)
To nie jest muzyka która podejdzie większości z was. HEALTH to awangardowy noise band z Los Angeles należący do tego samego klubu co ostatnio opisywany No Age - The Smell. Oblicze tego 4-piece'u jest z jednej strony wypełnione atonalnością, szumem i dźwiękami, których pochodzenia nie chciałbyś znać, z drugiej minimalizmem, posługiwaniem się ciszą.
Żeby najlepiej opisać brzmienie tego zespołu wyobraź sobie świt ludzkości, wnętrze jaskini, rytualne bębny, wywoływanie duchów przy ognisku i sople arktycznych melodii jako pozostałość z ostatniej epoki lodowcowej. Perkusja jest naprawdę potężna, to fundament i przestrzeń dla wszystkich utworów, wraz z wrzaskami atakuje pierwotnym zdziczeniem i stoi w opozycji do futurystycznych zoothornów (sprzężonych efektów gitarowych z mikrofonem). Kawałki okresowo nawiedza wokal przypominający chorały gregoriańskie. Jeżeli to wszystko nie spowodowało u ciebie jeszcze zmarszenia brwi to możesz rozważyć sciągnięcie tego albumu.
HEALTHa trzeba słuchać głośno, inaczej całe zaskoczenie na którym bazuje album traci na znaczeniu. Mimo, że tej samozwańczej płyty polecam słuchać w całości warto zwrócić uwagę na najpopularniejszy kawałek "Crimewave", który został zremiksowany i wydany przez Crystal Castles ("Courtship" i "Courtship Dating" to też nie przypadek). Kiedy myślisz, że struktura kompozycji (której w całym albumie jak na lekarstwo) rozpada się na najdrobniejsze kawałki, zapadnia zrobiona z dodatkowego toma rozsypuje ją na jeszcze mniejsze okruchy. HEALTH wybudował pomost między muzyką elektroniczną a noisecore'em.
ZDROWIE nie kręci się tylko wokół muzyki, przesiębiorczo wykorzystują swój hype i już w tym roku będzie się można od nich spodziewać internetowej tv serii - HealthVision i linii odzieżowej. Jeśli nie znasz HEALTHa nie masz prawa nazywać się hipsterem.
- Heaven 2:37
- Girl Attorney 0:36
- Triceratops 3:14
- Crimewave 2:04
- Courtship 0:56
- Zoothorns 2:49
- Tabloid Sores 2:50
- / / M \ \ 3:26
- Glitter Pills 3:38
- Perfect Skin 4:21
- Lost Time 2:12



















