DPKNWJT26F3H

Podstrony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2010. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2010. Pokaż wszystkie posty

Ceremony - Rohnert Park (2010)


Poza takimi klasykami jak Minor Threat, Black Flag czy Circle Jerks, nigdy w hardkor zbytnio się nie zagłębiałem. Tak naprawdę z wyjątkiem kilku bandów, nigdy nie potrafiłem w pełni czerpać przyjemności ze słuchania całego hardkorowego krążka, słuchanie wrzasków bywa męczące, a ja nie potrafię w sobie znaleźć tylu pokładów wkurwienia do wyładowywania przez ponad pół godziny. Może dlatego też na tej scenie upowszechnione są o wiele krótsze 7inche. To, co jeszcze mnie odpycha od owego gatunku, to nieodparte wrażenie, że wszystkie zespoły grają tę samą, schematyczną i prymitywną muzykę. Ale Ceremony przykuło moją uwagę już przy wydaniu debiutanckiego Violence Violence, takie oddanie fanów, coś musiało się za tym kryć. I rzeczywiście już na debiutanckiej płycie słychać, że zespół z Rohnert Park zręcznie zachowuje klimat legend z lat 80. dodając od siebie bardzo istotny a zarazem nieuchwytny element. Bo Ceremony nie eksperymentuje, ale też nie tkwi w schematach, jest po prostu żywym i autentycznym hardkorem. Na płycie Rohnert Park ten element już dominuje, ale nadal nie podejmę się określenia go słowami czy stwierdzeniem, że Ross Farrar i spółka eksperymentują z gatunkiem, bo tak najzwyczajniej nie jest - to nadal te same brzmienia, tylko że jakimś magicznym sposobem realizując utartą wydawałoby się definicję hc punku tworzą jednocześnie coś zupełnie oryginalnego.

  1. Into The Wayside Part I / Sick
  2. M.C.D.F.
  3. Moving Principle
  4. The Doldrums (Friendly City)
  5. Open Head
  6. Into The Wayside Part II
  7. Terminal Addiction
  8. Don't Touch Me
  9. Back In '84
  10. All The Time
  11. The Pathos
  12. Nigh To Life
  13. Into The Wayside Part III

Beach House - Teen Dream (2010)



Beach House to dream popowy duet z tej samej mieściny co Animal Collective, czyli Baltimore w Maryland. Po pierwszym przesłuchaniu Norway od razu na uszy rzuciły mi się niezdarnie powyginane organy, które drążą niesamowicie przyjemną melodię. Na całe szczęście, jak się później okazało, organy te towarzyszą przez cały album. Subtelny automat perkusyjny wybija proste rytmy, bo niczego więcej w takiej muzyce nie potrzeba. Dream pop bardziej płynie, niż skacze. To, co w Beach House zaskakuje to ogromny rozmach stworzony za pomocą prostych środków. Efekt zapewne nie byłby tak powalający, gdyby nie charakterystyczny wokal Victorii Legrand. Bardzo lubię ten głuchy pogłos, który można także usłyszeć u Lykke Li. Mógłbym jeszcze napisać, że Teen Dream jest kolorowe, że pozytywne emocje przeplatają się tutaj z nutą goryczy i  melancholii, ciężko to sobie wyobrazić więc lepiej po prostu posłuchajcie.




     Tracklist
  1. Zebra 4:48
  2. Silver Soul 4:58
  3. Norway 3:54
  4. Walk In The Park 5:22
  5. Used To Be 3:58
  6. Lover Of Mine 5:06
  7. Better Times 4:23
  8. 10 Mile Stereo 5:03
  9. Real Love 5:20
  10. Take Care 5:48

The Black Box Revelation - Silver Threats (2010)


Debiut belgów z The Black Box Revelation wrzucałem na Indie Tapes jako jeden z pierwszych albumów. W zeszłym roku zdarzyło im się wypuścić kolejny krążek Silver Threats, który w jak najlepszym stylu kontynuuje to, co zostało już zakreślone na Set Your Head on Fire. Nie ma tutaj żadnej większej zmiany w stylistyce, to nadal garage rockowy duet, który w swoim fachu odnajduje się bardzo dobrze, a po 3 latach od wydania pierwszego albumu nie ma nic innego do zaprezentowania jak po prostu dobre, gitarowe rżnięcie. Kawałki na Silver Threats znowu są zmiksowane na najwyższym poziomie, są jeszcze bardziej chwytliwe, a bluesowa zamuła, która momentami mogła pojawić się na starszej płycie, nie występuje. Wokal też wydaje się być lepiej wyważony, mniej drażni. Przez cały album, z każdej strony atakuje nas, w coraz to bardziej zdziczałej odmianie, gitarowy fuzz. Chyba nie znam lepszego zespołu z Belgii, polecam.


 
Tracklist
  1. High On A Wire
  2. Where Has All This Mess Begun
  3. Run Wild
  4. 5 O'Clock Turn Back The Time
  5. You Better Get In Touch With The Devil
  6. Do I Know You
  7. Sleep While Moving
  8. Our Town Has Changed For Years Now
  9. Love Licks
  10. You Got Me On My Knees
  11. Here Comes The Kick

Salem - King Night (2010)

DOWNLOAD
(link usunięty)


O Salem wspominałem ostatnio w rocznym podsumowaniu. Początkowo był to solowy projekt Johna Hollanda, jednak po roku istnienia szeregi Salem zasiliło już jego dwóch znajomych. Ich pierwszą EPka z obiecującym tytułem Yes I Smoke Crack wydana w 2008 roku została wyprzedana w samej przedsprzedaży. Dwa lata później mieli okazję zremiksowania utworu z drugiego albumu HEALTH i pojawienia się na specjalnej kompilacji HEALTH::Disco2 zaraz obok Crystal Castles. Pare miesięcy po tym momencie Salem wydaje swój pierwszy album długogrający King Night wywołując burzę wśród dziennikarzy muzycznych obfitującą w określenia na nowy gatunek zwany witch house czy rape gaze. Sam z taką muzyką spotykam się po raz pierwszy.
Wyobraźcie sobie obskurnie zniekształcone syntezatory rodem z horrorów klasy b z lat 80., do tego charakterystyczną dla dubstepu, pomieszaną synkope obfitującą w sample z automatu perkusyjnego i basowy, murzyński (ale rapowany przez białego), hip-hopowy flow, wszystko utrzymane jest w szamańsko-mistycznym, ezoteryczno-okultystycznym klimacie prosto z cmentarza powitego mgłą. Jezu, z czym trzeba dzisiaj wyskoczyć, aby być oryginalnym. Jeśli chodzi o wizerunek, to nie jest gorzej - dorastanie w slumsach, dragi, dużo "I don't know" i "Ummm" w wywiadach. Pustka i tajemnica.
Album promowany jest pierwszym, tytułowym kawałkiem, w którym wykorzystany jest sample z znanego utworu Christmas Carol "O Holy Night" i niezwykle mrocznym teledyskiem. Asia zaskakuje gabberowym bitem, a jeśli chodzi o mojego faworyta to jest nim zdecydowanie Trapdoor. Warto też zwrócić uwagę na Redlights, które pojawiło się już na dwóch wcześniejszych EPkach.

It's all blurred out, aye bitch!



Tracklist
  1. King Night 3:49
  2. Asia 3:35
  3. Frost 3:24
  4. Sick 3:19
  5. Release Da Boar 5:00
  6. Trapdoor 4:31
  7. Redlights 3:42
  8. Hound 4:32
  9. Traxx 4:41
  10. Tair 2:08
  11. Killer 4:51

Dr. Dog - Shame, Shame (2010)

DOWNLOAD
(link usunięty)

Shame, Shame to pierwsza płyta zespołu w nowej wytwórni. Brzmienie Dr. Dog można opisać jako mieszankę standardowego, psychedelicznego rocka w stylu the Zombies z muzyką bluegrass. Ckliwy wokal i towarzyszące mu harmoniczne chórki oraz folk rockowa aranżacja od razu skojarzyła mi się z ostatnio opisywanym albumem Edward Sharpe & the Magnetic Zeros. Shame, Shame to jakby wyciągnięcie muzyki country liczącej niemalże 100 lat z farm amerykańskich prerii, przepuszczenie jej przez filtr lat. 60, a następnie oprawienie w barokowe bogactwo i stylistyke indie. W sam raz na pierwszy dzień świąt.

Tracklist
  1. Stranger 3:43
  2. Shadow People 4:13
  3. Station 3:11
  4. Unbearable Why 3:11
  5. Where'd All The Time Go? 3:52
  6. Later 3:07
  7. I Only Wear Blue 3:42
  8. Someday 3:21
  9. Mirror, Mirror 2:48
  10. Jakie Wants A Black Eye 3:03
  11. Shame, Shame 5:14

dwa zero jeden zero


Nie będę tutaj wyliczał kawałków w listach bo najzwyczajniej bycie na bieżąco ze wszystkimi wydaniami nie jest dla mnie priorytetem, wole posłuchać tego na co akurat mam ochotę lub zagłębić się w to co mi się właśnie przypomniało a nigdy wcześniej nie poświęciłem temu większej uwagi.

Mogę za to wspomnieć o kilku albumach, które wywołały u mnie mieszane uczucia. Na początek leci ostatnia płyta Wavves - King of the Beach, całkowita zmiana stylistyki, naiwna głupota, połączenie Blink 182 i Nirvany. Całkiem sporo czasu poświęciłem aby się do tak długo oczekiwanego albumu przekonać, pare kawałków ujdzie, ale co z tego. Nadmiar zioła i kasy potrafi czasem konkretnie upośledzić muzyka. Kolejnym rozczarowaniem tego roku jest Deerhunter - Hacylon Digest, zespół generalnie zaczął się bawić w Coldplay'a (który BTW gra na openerze), więc tak średnio. Następny, już troche mniejszy buzzkiller to Everything in Between od No Age, podobna jak wcześniej popowa tendencja, mniej przestrzeni, odlotów i psychodelii.

Żeby nie smucić za bardzo wspomne też o artystach, którzy w 2010 roku wyszli obronną ręką. Mowa tutaj o drugim krążku Crystal Castles (nazwanym tak samo jak zespół i pierwszy album LOLWUT), który jest inny, bardziej "profesjonalny". Debiutowi może nie dorówna ale jest naprawdę SPOKO. No i zbliżyliśmy się do chyba najlepszego albumu tego roku czyli MGMT - Congratulations. JEZU JAKIE BOGACTWO DŹWIĘKU, KOMPOZYCYJNA POMYSŁOWOŚĆ, POETYCKIE TEKSTY I NIEPRZEWIDYWALNA MELODYJNOŚĆ, SŁOWEM WSZYSTKO! Chłopaki naprawdę podnieśli sami sobie poprzeczkę. Słuchanie Congratulations w jakości o mniejszym bitrate niż 320kbps to zwykła profanacja. Wszyscy, którzy dywagują nad obranym przez nich kierunkiem, nad tym, że to już nie taki suckes jak za czasów Time to Pretend nie rozumieją chyba, że muzyka to nie tabelka ligii piłkarskiej.

3 najważniejsze wydarzenia 2010 roku? Koncert Crystal Castles w Stodole, OFF Festival i zbanowanie mnie na last.fm

Jeśli chodzi o debiuty to zdecydowanie zaskoczył mnie Tyler, the Creator i Salem.

Mówiąc o ogólnych tendencjach to na pierwszym planie trzeba wyszczególnić WYTRYSK popularności dubstepu i jego eksterminacja muzyki klubowej. Pojęcie mainstreamu nie wydaje się już takie klarowne jak kiedyś, niezależni artyści porywają tak duże tłumy jak nigdy wcześniej, setlista ułożona przez kasę producentów w radiu traci wpływy na rzecz lokalnego, facebookowego walla. Muzycznie ten rok oceniam średnio, głównie za sprawą tego, że moje zajawki, które rozwijały się w przeciągu ostatnich lat, teraz umierają. Ciężko znaleźć coś autentycznego lub wysublimowanego. Opiatowa elektronika jest w porządku, ale fajnie gdyby czasem moja wyobraźnia też została pobudzona.

Jeżeli uważasz, że coś pominąłem, lub po prostu inaczej się zapatrujesz na ten rok to BŁAGAM KOMENTUJ.

Cheap Time - Fantastic Explanations (and Similar Situations) (2010)


Debiutancką płytę Cheap Time wrzucałem tutaj już jakiś czas temu. Teraz zespół wyskoczył z nowym Fantastic Explanations (and Similar Situations). Zapalony tą nowiną i pełen oczekiwań na kolejną porcję garage power pop punkowego napierdalania odpaliłem album jak najszybciej tylko się dało. Niestety moje oczekiwania dostały konkretnie po mordzie, zdruzgotany odruchowo zaprzeczyłem, że ten krążek może być na jakikolwiek sposób dobry, przy okazji poszło parę bluzgów na Jeffrey'a. Zamulające tempo, monotonny wokal - tak to sobie wszystko tłumaczyłem w negocjacji ze zmysłem estetycznym. Potem przyszła kolej na depresję i ostatecznie akceptację - Cheap Time nadal jest zajebiste. Może nie na taki sam sposób jak kiedyś, ale po ogromnym progresie jak na 2 lata od poprzedniego albumu.
Zacząć można od porządniejszej produkcji, mniej tutaj przesteru i wydzierania się. Mimo, że tempo rzeczywiście zmalało, to w żaden sposób nie wpływa to na tryskający z każdego instrumentu wigor. Wokal wcale nie jest monotonny, prowadzi rozbudowaną melodię i kłebi się w nim masa pretensji jak na punka przystało. Postęp też widać w tekstach i strukturach utworów. Klawisze w niektórych kawałkach zaczęły grać istotną rolę budując momentami niemalże operowy rozmach. Cheap Time przeprowadziło gruntowną renowację swojego stylu i wyszło im to na dobre. Klap Klap za odwagę.


Tracklist:
  1. When Tomorrow Comes 2:23
  2. Everyone Knows 2:18
  3. I'd Rather Be Alone 2:02
  4. Throwing It All Away 2:28
  5. Down The Tube 2:40
  6. Showboat 3:48
  7. Miss Apparent 3:09
  8. June Child 2:35
  9. Woodland Drive 1:38
  10. Lazy Days 2:59
  11. Approximately Nowhere 1:58
  12. Waiting Too Long 3:59

Sleigh Bells - Treats (2010)



Sleigh Bells powstało w dosyć nietypowy sposób. Gitarzysta post-hardcore'owego zespołu pracując jako kelner zagaduje przy stoliku nauczycielkę pięcioklasistów. Po tygodniu zaczynają się pierwsze nagrywki, a po 2 latach wydają "Treats", które zostaje obrzucone laurami przez krytyków i wodzonymi przez nich za nos hipsterów. Twór tego duetu to sample z gangsterskiego rapu przyprawione rapcore'em i damskim wokalem. Podobno Sleigh Bells cechuje się wyjątkowo żywiołowymi koncertami, ale jakoś ciężko mi się do tego przekonać skoro jedynym instrumentem granym na żywo jest gitara, na vimeo też nie wygląda to jakoś super. Może po prostu trzeba tam być, hehs.

Tracklist:
  1. Tell 'Em 2:56
  2. Kids 2:46
  3. Riot Rhythm 2:36
  4. Infinity Guitars 2:31
  5. Run The Heart 2:41
  6. Rachel 2:19
  7. Rill Rill 3:49
  8. Crown On The Ground 3:49
  9. Straight A's 1:31
  10. A/B Machines 3:34
  11. Treats 3:28
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...