Cryptograms to chyba najbardziej deerhunterowa płyta jakiej Bradford Cox dorobił się w swojej karierze. Na drugim krążku stylistyka zespołu wykrystalizowała się już z chaotycznego, punkowo-noise-rockowego Turn it up, Faggot, a jednocześnie nie wpadła jeszcze w kleszcze tradycyjnych, singlowych struktur, których zaczątki można uświadczyć na Microcastle. Do Cryptograms nie przekonałem się od razu, żeby w pełni nacieszyć się finezją tego krążka musiałem najpierw zaznajomić się z właśnie bardziej przystępnym Microcastle, i polecam każdemu to zrobić, bo jakby nie patrzeć jest to już kanon współczesnego niezalu. Ja wrzucam Cryptograms bo uważam, że jest niesłusznie spychane w świetle trzeciego albumu, a swoją jakością bezdyskusyjnie jemu dorównuje. Jest bardziej eksperymentalnie, ale przede wszystkim przełomowo, bo takich ambientowych panoram pod najrozmaitszymi fakturami efektów nie zakreślił chyba jeszcze nikt do tej pory. Na zachęte dodam, że jest to jedyny album, który jestem w stanie przywołać z pamieci jako wywołujący wizualizacje przy zamkniętych oczach, true story!
- Intro 2:50
- Cryptograms 4:17
- White Ink 4:59
- Lake Somerset 3:49
- Providence 4:08
- Octet 7:50
- Red Ink 3:40
- Spring Hall Convert 4:29
- Strange Lights 3:38
- Hazel St. 3:48
- Tape Hiss Orchid 1:12
- Heatherwood 3:37

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz