Poza takimi klasykami jak Minor Threat, Black Flag czy Circle Jerks, nigdy w hardkor zbytnio się nie zagłębiałem. Tak naprawdę z wyjątkiem kilku bandów, nigdy nie potrafiłem w pełni czerpać przyjemności ze słuchania całego hardkorowego krążka, słuchanie wrzasków bywa męczące, a ja nie potrafię w sobie znaleźć tylu pokładów wkurwienia do wyładowywania przez ponad pół godziny. Może dlatego też na tej scenie upowszechnione są o wiele krótsze 7inche. To, co jeszcze mnie odpycha od owego gatunku, to nieodparte wrażenie, że wszystkie zespoły grają tę samą, schematyczną i prymitywną muzykę. Ale Ceremony przykuło moją uwagę już przy wydaniu debiutanckiego Violence Violence, takie oddanie fanów, coś musiało się za tym kryć. I rzeczywiście już na debiutanckiej płycie słychać, że zespół z Rohnert Park zręcznie zachowuje klimat legend z lat 80. dodając od siebie bardzo istotny a zarazem nieuchwytny element. Bo Ceremony nie eksperymentuje, ale też nie tkwi w schematach, jest po prostu żywym i autentycznym hardkorem. Na płycie Rohnert Park ten element już dominuje, ale nadal nie podejmę się określenia go słowami czy stwierdzeniem, że Ross Farrar i spółka eksperymentują z gatunkiem, bo tak najzwyczajniej nie jest - to nadal te same brzmienia, tylko że jakimś magicznym sposobem realizując utartą wydawałoby się definicję hc punku tworzą jednocześnie coś zupełnie oryginalnego.
- Into The Wayside Part I / Sick
- M.C.D.F.
- Moving Principle
- The Doldrums (Friendly City)
- Open Head
- Into The Wayside Part II
- Terminal Addiction
- Don't Touch Me
- Back In '84
- All The Time
- The Pathos
- Nigh To Life
- Into The Wayside Part III

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz