Jeżeli słysząc takie frazy jak "gitara akustyczna" czy "singer-songwriter" robi ci się niedobrze, jest duża szansa, że Pat the Bunny stojący za Wingnut Dishwashers Union to odmieni, bo co prawda podpada on pod te etykiety, to jednak prezentuje zupełnie co innego niż mogłyby sugerować typowe skojarzenia. Ten akustyczny anarchista, znany również jako Johnny Hobo, a tak naprawdę nazywający się Pat Schneeweis jest przedstawicielem dosyć oksymoronicznego gatunku zwanego folk punkiem. Na "Never Trust a Man..." mamy dużo rytmicznego, przytłumionego szarpania, otwartych akordów i świetnego, pełnego bólu wokalu, zero zachowawczej estetyki, po prostu czyste emocje. Płyta właściwie dzieli się na dwie części, pierwsza jest dosyć surowa w wykonaniu i nihilistyczna w przekazie, później atmosfera się stopniowo rozluźnia i dochodzą kolejne instrumenty, a ostatni "ain't nobody's business" to już pijacki hymn. Warto też zwrócić uwagę na kawałek "D.I.Y gangsta", który poniekąd jest coverem (może bardziej parafrazą) Wu-Tang Clanowego "C.R.E.A.M". Ta płyta to taka gainesville'owska odpowiedź na pitchforkcore'owe In the Aeroplane Over the Sea.
Tracklist:
- Never trust a man who plays guitar
- Free and alone
- fuck shit up (whanana)
- Reason to breathe
- Do you wanna go to party town?
- Just because I don't say anything doesn't mean I've got nothing to say
- D.I.Y gangsta (T.R.E.A.M.)
- Picking sides
- Love song
- Jesus does the dishes
- No future (road song)
- For a girl in Rhinelander, WI
- Stop being so cool & get silly
- Ain't nobody's business

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz