DPKNWJT26F3H

Podstrony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą duo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą duo. Pokaż wszystkie posty

Death from Above 1979 - Heads Up (2002)


Wczoraj, na Coachella festival miał miejsce pierwszy oficjalny występ (bo wcześniej był chyba jakiś mniej oficjalny, na SXSW, który skończył się zamieszkami) Death from Above 1979 po długiej przerwie. Sytuacja jest troche dziwna, bo zespół rozpadł się zanim zdobył swoją prawdziwą popularność, a teraz wraca w nigdy wcześniej nie przyjętej chwale. O DFA1979 więcej rozpisywałem się przy wrzucie długrającego albumu. Teraz na nowej fali hajpu warto dorzucić ich EPkę która, co by nie mówić, jest sążna.


Tracklist
  1. Dead Womb
  2. Too Much Love
  3. Do It! (Live)
  4. My Love Is Shared
  5. Losing Friends
  6. If We Don't Make It We'll Fake It

Beach House - Teen Dream (2010)



Beach House to dream popowy duet z tej samej mieściny co Animal Collective, czyli Baltimore w Maryland. Po pierwszym przesłuchaniu Norway od razu na uszy rzuciły mi się niezdarnie powyginane organy, które drążą niesamowicie przyjemną melodię. Na całe szczęście, jak się później okazało, organy te towarzyszą przez cały album. Subtelny automat perkusyjny wybija proste rytmy, bo niczego więcej w takiej muzyce nie potrzeba. Dream pop bardziej płynie, niż skacze. To, co w Beach House zaskakuje to ogromny rozmach stworzony za pomocą prostych środków. Efekt zapewne nie byłby tak powalający, gdyby nie charakterystyczny wokal Victorii Legrand. Bardzo lubię ten głuchy pogłos, który można także usłyszeć u Lykke Li. Mógłbym jeszcze napisać, że Teen Dream jest kolorowe, że pozytywne emocje przeplatają się tutaj z nutą goryczy i  melancholii, ciężko to sobie wyobrazić więc lepiej po prostu posłuchajcie.




     Tracklist
  1. Zebra 4:48
  2. Silver Soul 4:58
  3. Norway 3:54
  4. Walk In The Park 5:22
  5. Used To Be 3:58
  6. Lover Of Mine 5:06
  7. Better Times 4:23
  8. 10 Mile Stereo 5:03
  9. Real Love 5:20
  10. Take Care 5:48

The Black Box Revelation - Silver Threats (2010)


Debiut belgów z The Black Box Revelation wrzucałem na Indie Tapes jako jeden z pierwszych albumów. W zeszłym roku zdarzyło im się wypuścić kolejny krążek Silver Threats, który w jak najlepszym stylu kontynuuje to, co zostało już zakreślone na Set Your Head on Fire. Nie ma tutaj żadnej większej zmiany w stylistyce, to nadal garage rockowy duet, który w swoim fachu odnajduje się bardzo dobrze, a po 3 latach od wydania pierwszego albumu nie ma nic innego do zaprezentowania jak po prostu dobre, gitarowe rżnięcie. Kawałki na Silver Threats znowu są zmiksowane na najwyższym poziomie, są jeszcze bardziej chwytliwe, a bluesowa zamuła, która momentami mogła pojawić się na starszej płycie, nie występuje. Wokal też wydaje się być lepiej wyważony, mniej drażni. Przez cały album, z każdej strony atakuje nas, w coraz to bardziej zdziczałej odmianie, gitarowy fuzz. Chyba nie znam lepszego zespołu z Belgii, polecam.


 
Tracklist
  1. High On A Wire
  2. Where Has All This Mess Begun
  3. Run Wild
  4. 5 O'Clock Turn Back The Time
  5. You Better Get In Touch With The Devil
  6. Do I Know You
  7. Sleep While Moving
  8. Our Town Has Changed For Years Now
  9. Love Licks
  10. You Got Me On My Knees
  11. Here Comes The Kick

Japandroids - Post-Nothing (2009)

Początkowo Brian King i David Prowse szukali wokalisty, na szczęście podjęli słuszną decyzję i sami się tą rolą podzielili. Jedynie z perkusji, pomysłowo przetworzonej gitary i chórków, z których bije braterskość powstało coś zupełnie nowego.
Post-Nothing to z jednej strony melancholijne utyskiwanie dwójki przyjaciół za minionymi czasami młodości, z drugiej satysfakcja i radość, że w ogóle tych chwil mogli doświadczyć. W całym albumie czuć błogość i bryzę znad Pacyfiku, która trafia na plaże Vancouver (BC, Canada), gdzie garstka najlepszych znajomych spotyka się przy piwie zaczepiając dziewczyny i wspominając dawne czasy. Oprócz kojących, niskich szumów w brzmieniu Japandroids doszukać się można słodkich melodii i rytmu z idealnie wyczutymi pauzami. Łącząc te elementy jesteśmy na drodze do głębokiego rozmarzenia nie poprzestając jednak z machaniem głowy. Dynamika utworów jest świetnie przemyślana, praktycznie każdego kawałka słucha się z wielką przyjemnością, nic nie nuży, ani nie męczy.
Ten album to zdecydowanie tzw. grower - z każdym przesłuchaniem brzmi coraz lepiej. Na Post-Nothing miało się znaleźć więcej kawałków ale Japandroidsom zabrakło kasy - pewnie woleli ten czas spędzić na plaży. Szkoda, bo chyba jedyną rzeczą jaką mogę zarzucić temu albumowi to właśnie jego czas trwania.







Tracklist
  1. The Boys Are Leaving Town 3:59
  2. Young Hearts Spark Fire 5:03
  3. Wet Hair 3:09
  4. Rockers East Vancouver 4:29
  5. Hearts Sweats 4:22
  6. Crazy/Forever 6:01
  7. Sovereignty 3:31
  8. I Quit Girls 4:54

Death from Above 1979 - You're a woman, I'm a Machine (2004)



Death from Above to duet, który udowodnił że nie potrzeba gitary aby dobrze napierdalać. A właściwie pokazał, że wystarczą 2 osoby - Sebastian Gainger na wokalu i perkusji oraz Jesse F. Keeler na basie i syntezatorach. Dwójka kanadyjczyków wyskoczyła z czymś tak rzadko spotykanym, że ciężko ich gdzieś umieścić wśród gatunków. Grają szybko, surowo i ciężko, więc niby punk, ale punk bez gitary i z klawiszami? Przychodzi na myśl taki twór jak dance punk, ale gdy spojrzysz na inne zespołu podpisujące się pod tą etykietką to tylko niesmacznie się skrzywisz. DFA to coś unikalnego, połączenie zniekształconego basu przypominającego ryki trąb z okładki, perkusji strzelającej rytmami wyjętymi prosto z muzyki dance i napompowanym seksualnie wokalem. Od czasu do czasu pojawiają się syntezatory towarzyszące stale narastającym, oddychającym i zawieszającym się riffom, których tutaj całe mnóstwo. Niestety muzycy podczas trasy koncertowej nie mogli się dogadać na wielu poziomach i zrezygnowali z dalszej współpracy zostawiając nas tylko z jednym albumem długogrającym. Wielka szkoda, płyty słuchałem setki razy, wyszukiwałem b-side'y oraz bootlegi i najzwyczajniej czuję niedosyt. Mimo 175. tysięcy sprzedanych kopii i uzyskania złotego statusu w Kanadzie nie ma większych nadziei na powrót tego niszczącego uszy duetu.





Tracklist
  1. Turn It Out 2:39
  2. Romantic Rights 3:15
  3. Going Steady 2:49
  4. Go Home, Get Down 2:19
  5. Blood On Our Hands 2:59
  6. Black History Month 3:48
  7. Little Girl 4:00
  8. Cold War 2:33
  9. You're A Woman, I'm A Machine 2:53
  10. Pull Out 1:50
  11. Sexy Results 5:55

Crocodiles - Summer of Hate (2009)


Crocodiles zdobyło rozgłos dzięki No Age, którzy na swoim blogu ich pierwszy singiel uznali za jeden z lepszych kawałków 2008 roku. Z kolei wydając w następnym roku Summer of Hate zasłużyli już sobie na Critics' Choice ze strony New York Timesa.
Kiedy odpalisz Forfitery od razu poczujesz lata 80., głównie za sprawą automatu perkusyjnego i kojących melodii wydostających się z klawiszy odzianych w tremolo. Nieprzypadkowe również wydaje się zaczerpnięcie nazwy zespołu z albumu post-punkowego Echo & the Bunnymen. Krokodyle nie mogą też uniknąć porównań z Jesus and Mary Chain, na Summer of Hate New Wave kłania się naprawdę nisko. Crocodiles wyróżniają się za sprawą zmieszania tychże klimatów z noise popową sceną San Diego, dla której poprzedni rok okazał się "5 minutami". Aktualnie jest już trochę gorzej, głównie za sprawą ambicji weteranów na wskoczenie do playlist MTV i braku świeżości.
Brzmienie Summer of Hate można sprowadzić do obrazka zaśmieconej plaży późnym wieczorem. Napchana efektami gitara z każdym szarpnięciem zlewa się i kłębi w brudnym szumie, który wysokością częstotliwości niekiedy dorównuje zgrzytowi zębów czy piskowi tablicy kreślonej kredą. Wcześniej opisane klawisze wraz z cynicznym wokalem śpiewającym nihilistyczne teksty pogrążają odbiorce w hipnozie przepełnionej tajemnicą.
Predatory kurwa naprawdę dają radę, jeden z ciekawszych debiutów 2009 roku.




Tracklist
  1. Screaming Chrome 0:48
  2. I Wanna Kill 4:36
  3. Soft Skull (In My Room) 2:32
  4. Here Comes The Sky 4:15
  5. Refuse Angels 2:43
  6. Flash Of Light 5:05
  7. Sleeping With The Lord 3:19
  8. Summer Of Hate 3:33
  9. Young Drugs 7:12

No Age - Nouns (2008)


No Age to duet z Los Angeles składający się z Randy'ego Randalla grającego na gitarze oraz Deana Allena Spunta zajmującego się perkusją i wokalem. Dwójka kaliforniczyków nie tylko czerpie muzyczną stylistykę punka lat 80. ale również jego ideologie "Do it Yourself", są też częścią klubu The Smell skupiającego muzyków odrzucających jakiekolwiek używki (alkohol też!). Nouns to przede wszystkim spektakularna batalia między hałaśliwym szumem a popową melodią, przynoszącą skojarzenia z noise rockowym Sonic Youth czy w wolniejszych kawałkach z shoegaze'owym My Bloody Valentine. Jak dokładniej nastawimy uszy wyczujemy również kalifornijski punk i szczyptę grunge'u. Subtelne efekty nałożone na wokalu, perkusja brzmiąca momentami jak zbiór puszek i kartonowych pudełek oraz gitara na delay'u z nieregularnym buczeniem w tle daje niespodziewanie powalający rezultat plasując Nouns na samym szczycie nowej muzyki ogłaszanej mianem noise popu.

Zespół grał w tym roku na OFF Festival w Katowicach, jak dla mnie najlepszy koncert z całego festiwalu!


Tracklist
  1. Miner 1:50
  2. Eraser 2:40
  3. Teen Creeps 3:25
  4. Things I Did When I Was Dead 2:27
  5. Cappo 2:42
  6. Keechie 3:27
  7. Sleeper Hold 2:26
  8. Errand Boy 2:41
  9. Here Should Be My Home 2:03
  10. Impossible Bouquet 2:09
  11. Ripped Knees 2:53
  12. Brain Burner 1:51

Crystal Castles - s/t (2008)



Crystal Castles odkryłem przypadkowo, pożyczając od kolegi dysk twardy. Przebierając w masie elektroniki od razu moją uwagę przykuło połączenie artymicznych glitchów, szumu i brudnego basu z electro-clashowymi zagraniami, a wszystko to dodatkowo wzbogacone o 8-bit'owe sample prosto z gier na Gameboy'a i wrzaski, czasem wokale Alice.
Crystal Castles to duet składający się z Ethana Katha - zapalonego muzyka, która miał już za sobą kilka anarcho-punkowych zespołów (sic!) i enigmatycznej Alice Glass wypatrzonej prosto ze squatu. To właśnie dzięki charyźmie Alice projekt zawdzięcza tak duży rozgłos. Odziewając t-shirty dla małych chłopców, czarną spódnieczkę po babci i białe conversy dyktuje trendy nastolatkom, a swoim nieprzewidywalnym zachowaniem zaskarbiła sobie ich sympatię.
Kiedy sprawdzałem demka CC internet o nich dopiero mruczał. Nigdy bym się nie spodziewał, że coś tak specyficznego ma szansę się przebić, ale jak widać dla świeżego i świetnie pomieszanego miksu jakim jest Crystal Castles ciężko było znaleźć inną drogę.
Byłem na ich koncercie, jednak to zasługuje na odrębny wpis, napiszę tylko, że mają w zwyczaju posługiwanie się oświetleniem, które skutecznie zaburza percepcję, a Alice praktycznie co drugi kawałek pływa w publice. Sam album to mistrzostwo świata, bez wachania zaliczam do najlepszych ubiegłej dekady.


Tracklist:
  1. Untrust Us 3:06
  2. Alice Practice 2:41
  3. Crimewave (Crystal Castles Vs. Health) 4:18
  4. Magic Spells 6:07
  5. XXZXCUZX Me 1:54
  6. Air War 4:12
  7. Courtship Dating 3:30
  8. Good Time 2:56
  9. 1991 1:54
  10. Vanished 4:03
  11. Knights 3:14
  12. Love And Caring 2:19
  13. Through The Hosiery 3:07
  14. Reckless 3:28
  15. Black Panther 2:57
  16. Tell Me What To Swallow 2:17

Royal Trux - Accelerator (1998)



Royal Trux to duet, który w swoim brzmieniu i stylu bycia jest definicją ćpuńskiej, luzackiej zajebistości. Pierdolony aksjomat. Neil Michael Hagerty mający za sobą parę punkowych zespołów postanowił razem ze swoją dziewczyną - Jennifer Herrema realizować swoją artystyczną wizję, która ocieka brudem i niechlujnością. Sama Jennifer to oryginalna herion chic z sesji dla reklam Calvina Kleina. Royal Trux wyrastał w undergoundowej scenie Waszyngtonu zyskując potem rozgłos na fali popularności Nirvany. "Accelerator" to pierwszy album nagrany po powrocie do ich pierwotnej wytwórni Drag City. Jedno z ich najbardziej skocznych nagrań, pełne kompulsywności, przesteru, surowego rytmu, ale też melancholii, funkowych gitar i charkterystycznie przeciąganych, fałszowanych wokalów. Nie sposób też nie wspomnieć o folkowych wpływach. Ten nagrany w słabej jakości, roztrojony i pozorny chaos to 100% czegoś kultowego.

Tracklist:
  1. I'm Ready 3:54
  2. Yellow Kid 2:10
  3. The Banana Question 3:43
  4. Another Year 4:03
  5. Juicy, Juicy, Juice 5:34
  6. Liar 2:48
  7. New Bones 4:47
  8. Follow The Winner 3:24
  9. Stevie (For Steven S.) 4:53

Blood Red Shoes - Box of Secrets (2008)


Box of Secrets to debiutancki album perkusisty Stevena Ansella i gitarzystki Laury-Mary Carter, który w dużej mierze składa się z wcześniej wydanych singli i b-side'ów. Brytyjski duet prezentuje dosyć typowego, wyspiarskiego indie rocka, tyle że z większym garażowym zacięciem objawiającym się przede wszystkim w basowych partiach (granych na najgrubszej strunie w gitarze) i ciekawiej budowanymi, melodycznymi wokalami. Widziałem ich na żywo grających tak zgodnie z nagraniami, że początkowo przeszła mnie myśl o playbacku, ofkors myliłem się.




Tracklist

  1. Doesn't Matter Much 3:24
  2. You Bring Me Down 3:41
  3. Try Harder 3:48
  4. Say Something, Say Anything 3:10
  5. I Wish I Was Someone Better 3:45
  6. Take The Weight 4:34
  7. ADHD 3:15
  8. This Is Not For You 4:33
  9. It's Getting Boring By The Sea 2:54
  10. Forgive Nothing 3:12
  11. Hope You're Holding Up 5:09

Sleigh Bells - Treats (2010)



Sleigh Bells powstało w dosyć nietypowy sposób. Gitarzysta post-hardcore'owego zespołu pracując jako kelner zagaduje przy stoliku nauczycielkę pięcioklasistów. Po tygodniu zaczynają się pierwsze nagrywki, a po 2 latach wydają "Treats", które zostaje obrzucone laurami przez krytyków i wodzonymi przez nich za nos hipsterów. Twór tego duetu to sample z gangsterskiego rapu przyprawione rapcore'em i damskim wokalem. Podobno Sleigh Bells cechuje się wyjątkowo żywiołowymi koncertami, ale jakoś ciężko mi się do tego przekonać skoro jedynym instrumentem granym na żywo jest gitara, na vimeo też nie wygląda to jakoś super. Może po prostu trzeba tam być, hehs.

Tracklist:
  1. Tell 'Em 2:56
  2. Kids 2:46
  3. Riot Rhythm 2:36
  4. Infinity Guitars 2:31
  5. Run The Heart 2:41
  6. Rachel 2:19
  7. Rill Rill 3:49
  8. Crown On The Ground 3:49
  9. Straight A's 1:31
  10. A/B Machines 3:34
  11. Treats 3:28

The Black Box Revelation - Set Your Head on Fire (2007)



The Black Box Revelation miałem okazję zobaczyć jako support przed koncertem Eagles of Death Metal, niestety na bardzo krótko bo zaczęli grać bezczelnie punktualnie. Ten belgijski duet (chociaż śpiewają po angielsku) wydał swój pierwszy album "Set Your Head on Fire", kiedy Jan Paternoster (wokal, gitara) i Dries Van Dijck (perkusja, chórki) mieli odpowiednio 17 i 19 lat. Całkiem imponujące, szczególnie jeśli zwróci się uwagę, że jest to zespół grający garage rocka z większymi bluesowymi naleciałościami niż zazwyczaj. W swoim rodzinnym kraju The Black Box Revelation odniosło spory sukces, za granicą, mimo że koncertowali nawet po stanach, znacznie mniejszy. Dziwię się, czemu o tych dwóch belgach jest tak cicho. Rzadko zdarza się, aby garage rock był nagrany i zmiksowany na tak wysokim poziomie (trochę to się kłóci z ideą, hehe), dodatkowo urozmaicona perkusja i klawisze prosto z późnych lat 60. na pewno nie przeszkadzają. Tylko wokal mógłby być trochę mniej nosowo-smęcący.





Tracklist

  1. I Think I Like You 3:34
  2. Love In Your Head 3:50
  3. Gravity Blues 3:23
  4. Never Alone / Always Together 5:16
  5. Stand Your Ground 4:08
  6. Love, Love Is On My Mind 4:30
  7. Set Your Head On Fire 4:43
  8. Dollars Are Sweet, They Say 3:29
  9. Beatbox Revelation Pt. 1 3:02
  10. Cold Cold Hands 3:04
  11. We Never Wondered Why 3:35
  12. I Don't Want It 4:47
  13. Misery Box 3:17
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...