DPKNWJT26F3H

Podstrony

mała rada na przyszłość

Jako że IndieTapes stale rośnie w potęge i staje się coraz większym zagrożeniem finansowym dla wielkich wytwórni, niektóre linki do albumów muszą być usuwane. Na razie stało się tak z Strawberry Jam i ostatnim Shame, Shame. Ale spoko, jest na to rada - możecie sobie samodzielnie wyszukiwać te usunięte albumy w całkiem prosty sposób. Wpisujecie w google nazwę zespołu i nazwę albumu i dopisujecie do tego magiczne słowo mediafire. Może wam wyskoczyć masa ściemnionych stron więc najlepiej jak znajdziecie linka bezpośrednio do mediafire.com Czasem wyskakuje na pierwszym miejscu, czasem trzeba poszukać na dalszych stronach, a jak nic nie znajdziecie to trzeba sie odwołać do innych sposobów, które tutaj przedstawię jak będzie to potrzebne. W obecnych przypadkach metoda ta jest w 100% sprawna. Link do najnowszego albumu Cheap Time też ostatnio nie działał, ale bardziej z mojej nieuwagi niż jakichś prawnych problemów. Jeżeli zauważycie jeszcze jakieś niedziałające linki na stronie to napiszcie o tym w komentarzach. Szczęśliwego nowego roku.

Dr. Dog - Shame, Shame (2010)

DOWNLOAD
(link usunięty)

Shame, Shame to pierwsza płyta zespołu w nowej wytwórni. Brzmienie Dr. Dog można opisać jako mieszankę standardowego, psychedelicznego rocka w stylu the Zombies z muzyką bluegrass. Ckliwy wokal i towarzyszące mu harmoniczne chórki oraz folk rockowa aranżacja od razu skojarzyła mi się z ostatnio opisywanym albumem Edward Sharpe & the Magnetic Zeros. Shame, Shame to jakby wyciągnięcie muzyki country liczącej niemalże 100 lat z farm amerykańskich prerii, przepuszczenie jej przez filtr lat. 60, a następnie oprawienie w barokowe bogactwo i stylistyke indie. W sam raz na pierwszy dzień świąt.

Tracklist
  1. Stranger 3:43
  2. Shadow People 4:13
  3. Station 3:11
  4. Unbearable Why 3:11
  5. Where'd All The Time Go? 3:52
  6. Later 3:07
  7. I Only Wear Blue 3:42
  8. Someday 3:21
  9. Mirror, Mirror 2:48
  10. Jakie Wants A Black Eye 3:03
  11. Shame, Shame 5:14

dwa zero jeden zero


Nie będę tutaj wyliczał kawałków w listach bo najzwyczajniej bycie na bieżąco ze wszystkimi wydaniami nie jest dla mnie priorytetem, wole posłuchać tego na co akurat mam ochotę lub zagłębić się w to co mi się właśnie przypomniało a nigdy wcześniej nie poświęciłem temu większej uwagi.

Mogę za to wspomnieć o kilku albumach, które wywołały u mnie mieszane uczucia. Na początek leci ostatnia płyta Wavves - King of the Beach, całkowita zmiana stylistyki, naiwna głupota, połączenie Blink 182 i Nirvany. Całkiem sporo czasu poświęciłem aby się do tak długo oczekiwanego albumu przekonać, pare kawałków ujdzie, ale co z tego. Nadmiar zioła i kasy potrafi czasem konkretnie upośledzić muzyka. Kolejnym rozczarowaniem tego roku jest Deerhunter - Hacylon Digest, zespół generalnie zaczął się bawić w Coldplay'a (który BTW gra na openerze), więc tak średnio. Następny, już troche mniejszy buzzkiller to Everything in Between od No Age, podobna jak wcześniej popowa tendencja, mniej przestrzeni, odlotów i psychodelii.

Żeby nie smucić za bardzo wspomne też o artystach, którzy w 2010 roku wyszli obronną ręką. Mowa tutaj o drugim krążku Crystal Castles (nazwanym tak samo jak zespół i pierwszy album LOLWUT), który jest inny, bardziej "profesjonalny". Debiutowi może nie dorówna ale jest naprawdę SPOKO. No i zbliżyliśmy się do chyba najlepszego albumu tego roku czyli MGMT - Congratulations. JEZU JAKIE BOGACTWO DŹWIĘKU, KOMPOZYCYJNA POMYSŁOWOŚĆ, POETYCKIE TEKSTY I NIEPRZEWIDYWALNA MELODYJNOŚĆ, SŁOWEM WSZYSTKO! Chłopaki naprawdę podnieśli sami sobie poprzeczkę. Słuchanie Congratulations w jakości o mniejszym bitrate niż 320kbps to zwykła profanacja. Wszyscy, którzy dywagują nad obranym przez nich kierunkiem, nad tym, że to już nie taki suckes jak za czasów Time to Pretend nie rozumieją chyba, że muzyka to nie tabelka ligii piłkarskiej.

3 najważniejsze wydarzenia 2010 roku? Koncert Crystal Castles w Stodole, OFF Festival i zbanowanie mnie na last.fm

Jeśli chodzi o debiuty to zdecydowanie zaskoczył mnie Tyler, the Creator i Salem.

Mówiąc o ogólnych tendencjach to na pierwszym planie trzeba wyszczególnić WYTRYSK popularności dubstepu i jego eksterminacja muzyki klubowej. Pojęcie mainstreamu nie wydaje się już takie klarowne jak kiedyś, niezależni artyści porywają tak duże tłumy jak nigdy wcześniej, setlista ułożona przez kasę producentów w radiu traci wpływy na rzecz lokalnego, facebookowego walla. Muzycznie ten rok oceniam średnio, głównie za sprawą tego, że moje zajawki, które rozwijały się w przeciągu ostatnich lat, teraz umierają. Ciężko znaleźć coś autentycznego lub wysublimowanego. Opiatowa elektronika jest w porządku, ale fajnie gdyby czasem moja wyobraźnia też została pobudzona.

Jeżeli uważasz, że coś pominąłem, lub po prostu inaczej się zapatrujesz na ten rok to BŁAGAM KOMENTUJ.

Cheap Time - Fantastic Explanations (and Similar Situations) (2010)


Debiutancką płytę Cheap Time wrzucałem tutaj już jakiś czas temu. Teraz zespół wyskoczył z nowym Fantastic Explanations (and Similar Situations). Zapalony tą nowiną i pełen oczekiwań na kolejną porcję garage power pop punkowego napierdalania odpaliłem album jak najszybciej tylko się dało. Niestety moje oczekiwania dostały konkretnie po mordzie, zdruzgotany odruchowo zaprzeczyłem, że ten krążek może być na jakikolwiek sposób dobry, przy okazji poszło parę bluzgów na Jeffrey'a. Zamulające tempo, monotonny wokal - tak to sobie wszystko tłumaczyłem w negocjacji ze zmysłem estetycznym. Potem przyszła kolej na depresję i ostatecznie akceptację - Cheap Time nadal jest zajebiste. Może nie na taki sam sposób jak kiedyś, ale po ogromnym progresie jak na 2 lata od poprzedniego albumu.
Zacząć można od porządniejszej produkcji, mniej tutaj przesteru i wydzierania się. Mimo, że tempo rzeczywiście zmalało, to w żaden sposób nie wpływa to na tryskający z każdego instrumentu wigor. Wokal wcale nie jest monotonny, prowadzi rozbudowaną melodię i kłebi się w nim masa pretensji jak na punka przystało. Postęp też widać w tekstach i strukturach utworów. Klawisze w niektórych kawałkach zaczęły grać istotną rolę budując momentami niemalże operowy rozmach. Cheap Time przeprowadziło gruntowną renowację swojego stylu i wyszło im to na dobre. Klap Klap za odwagę.


Tracklist:
  1. When Tomorrow Comes 2:23
  2. Everyone Knows 2:18
  3. I'd Rather Be Alone 2:02
  4. Throwing It All Away 2:28
  5. Down The Tube 2:40
  6. Showboat 3:48
  7. Miss Apparent 3:09
  8. June Child 2:35
  9. Woodland Drive 1:38
  10. Lazy Days 2:59
  11. Approximately Nowhere 1:58
  12. Waiting Too Long 3:59

Death from Above 1979 - You're a woman, I'm a Machine (2004)



Death from Above to duet, który udowodnił że nie potrzeba gitary aby dobrze napierdalać. A właściwie pokazał, że wystarczą 2 osoby - Sebastian Gainger na wokalu i perkusji oraz Jesse F. Keeler na basie i syntezatorach. Dwójka kanadyjczyków wyskoczyła z czymś tak rzadko spotykanym, że ciężko ich gdzieś umieścić wśród gatunków. Grają szybko, surowo i ciężko, więc niby punk, ale punk bez gitary i z klawiszami? Przychodzi na myśl taki twór jak dance punk, ale gdy spojrzysz na inne zespołu podpisujące się pod tą etykietką to tylko niesmacznie się skrzywisz. DFA to coś unikalnego, połączenie zniekształconego basu przypominającego ryki trąb z okładki, perkusji strzelającej rytmami wyjętymi prosto z muzyki dance i napompowanym seksualnie wokalem. Od czasu do czasu pojawiają się syntezatory towarzyszące stale narastającym, oddychającym i zawieszającym się riffom, których tutaj całe mnóstwo. Niestety muzycy podczas trasy koncertowej nie mogli się dogadać na wielu poziomach i zrezygnowali z dalszej współpracy zostawiając nas tylko z jednym albumem długogrającym. Wielka szkoda, płyty słuchałem setki razy, wyszukiwałem b-side'y oraz bootlegi i najzwyczajniej czuję niedosyt. Mimo 175. tysięcy sprzedanych kopii i uzyskania złotego statusu w Kanadzie nie ma większych nadziei na powrót tego niszczącego uszy duetu.





Tracklist
  1. Turn It Out 2:39
  2. Romantic Rights 3:15
  3. Going Steady 2:49
  4. Go Home, Get Down 2:19
  5. Blood On Our Hands 2:59
  6. Black History Month 3:48
  7. Little Girl 4:00
  8. Cold War 2:33
  9. You're A Woman, I'm A Machine 2:53
  10. Pull Out 1:50
  11. Sexy Results 5:55

Battles - Mirrored (2007)



Battles to kolejna supergrupa, którą mam wam do zaproponowania. Zespoł składa się z Iana Williamsa (Don Caballero), Dave'a Konopki (Lynx), Johna Stainera (Helmet, Tomahawk) i Tyondai'a Braxtona. Nowojorska grupa z brzmienia kojarzy się z indie rockiem, ze struktury najbliżej mu do progresywnego rocka, a całą duszą jest math rockiem. Battles swoją sławę zyskał głównie za sprawą singla "Atlas", który udowodnił, że wokół prostego i jednostajnego bitu można zbudować naprawdę dużo. Utwór wygrał jako "Best Single of the Week" w NME, znalazł się na liście 500 najlepszych utworów 00. lat pitchforka i posłużył jako ścieżka dźwiękowa w wielu produkcjach telewizyjnych, a nawet w grze. Mirrored to pierwszy i jak na razie ich jedyny album długogrający, to tutaj po raz pierwszy w muzyce Battles pojawiają się wokale, jednak pełnią one funkcje kolejnego instrumentu, nie usłyszymy tutaj dokładnych słów czy prowadzącej melodii, instrumentalna natura kawałków nie zostaje więc zachwiana. Utwory Battles to cyrkowa żonglerka rozmaitymi taktami, tłuczącymi się cymbałkami i dźwiękami naginających się desek drewna, wszystko okraszone kompulsywnym dragniem i stałym pulsowaniem. Dzięki dogłębnej postprodukcji zyskała futurystyczny wymiar. Mimo zawrotnego tempa i rożnorodnych ścieżek utwory z Mirrored zachowują niezwykle prezycyjną schludność. Battles bez wątpienia wyskakuje ze świeżym stylem muzycznym.



Tracklist
  1. Race: In 4:50
  2. Atlas 7:07
  3. Ddiamondd 2:33
  4. Tonto 7:43
  5. Leyendecker 2:48
  6. Rainbow 8:11
  7. Bad Trails 5:18
  8. Prismism 0:52
  9. Snare Hangar 1:58
  10. Tij 7:03
  11. Race: Out 3:29

Piszę dla .LIVELIFE !

Z dniem dzisiejszym na łamach serwisu livelife.pl ukazał się mój pierwszy tekst. Od czasu do czasu będę publikował w tym miejscu artykuły zbliżone treścią i formułą do tych na IndieTapes. O co w nim chodzi możecie przeczytać na miejscu, a i może przy okazji natkniecie się na mój tekst o My Bloody Valentine. IndieTapes nadal będzie aktywne więc bez spiny.

Crocodiles - Summer of Hate (2009)


Crocodiles zdobyło rozgłos dzięki No Age, którzy na swoim blogu ich pierwszy singiel uznali za jeden z lepszych kawałków 2008 roku. Z kolei wydając w następnym roku Summer of Hate zasłużyli już sobie na Critics' Choice ze strony New York Timesa.
Kiedy odpalisz Forfitery od razu poczujesz lata 80., głównie za sprawą automatu perkusyjnego i kojących melodii wydostających się z klawiszy odzianych w tremolo. Nieprzypadkowe również wydaje się zaczerpnięcie nazwy zespołu z albumu post-punkowego Echo & the Bunnymen. Krokodyle nie mogą też uniknąć porównań z Jesus and Mary Chain, na Summer of Hate New Wave kłania się naprawdę nisko. Crocodiles wyróżniają się za sprawą zmieszania tychże klimatów z noise popową sceną San Diego, dla której poprzedni rok okazał się "5 minutami". Aktualnie jest już trochę gorzej, głównie za sprawą ambicji weteranów na wskoczenie do playlist MTV i braku świeżości.
Brzmienie Summer of Hate można sprowadzić do obrazka zaśmieconej plaży późnym wieczorem. Napchana efektami gitara z każdym szarpnięciem zlewa się i kłębi w brudnym szumie, który wysokością częstotliwości niekiedy dorównuje zgrzytowi zębów czy piskowi tablicy kreślonej kredą. Wcześniej opisane klawisze wraz z cynicznym wokalem śpiewającym nihilistyczne teksty pogrążają odbiorce w hipnozie przepełnionej tajemnicą.
Predatory kurwa naprawdę dają radę, jeden z ciekawszych debiutów 2009 roku.




Tracklist
  1. Screaming Chrome 0:48
  2. I Wanna Kill 4:36
  3. Soft Skull (In My Room) 2:32
  4. Here Comes The Sky 4:15
  5. Refuse Angels 2:43
  6. Flash Of Light 5:05
  7. Sleeping With The Lord 3:19
  8. Summer Of Hate 3:33
  9. Young Drugs 7:12

Animal Collective - Strawberry Jam (2007)

DOWNLOAD (link usunięty)


Po freak folkowym Sung Tongs i Feels Animal Collective obrało bardziej elektroniczny kierunek. Na Strawberry Jam znajduje się masa zbłąkanych sampli i loopów, więcej tutaj też krzyków i śmiałego eksperymentowania z szumami. Generalnie czuć wyższe psychedeliczne stężenie. Piosenki są bardziej skoczne, a chwiejny, zaniepokojony wokal emanuje agresywną euforią. Strawberry Jam unosi słuchacza gdzieś między obłoki w akompaniamencie bębnów imitujących tętno, aby zaraz uderzyć cię po mordzie hi-hatem zgranym z wrzaskiem i zrzucić w obłąkańczy wir.




Tracklist
  1. Peacebone 5:13
  2. Unsolved Mysteries 4:25
  3. Chores 4:30
  4. For Reverend Green 6:34
  5. Fireworks 6:50
  6. #1 4:32
  7. Winter Wonder Land 2:44
  8. Cuckoo Cuckoo 2:45
  9. Derek 3:01

Reformat the Planet (video)


Refomat the Planet to film dokumentalny zgłębiający scenę chiptunes, opierającej się na tworzeniu muzyki za pomocą ośmio-bitowych ścieżek pochodzących z rozkręconych retro-konsol. Dokument miał premierę na festiwalu SXSW (chyba najfajniejszym corocznym wydarzeniu na tej planecie) w 2008 roku, a na dvd został wydany miesiąc temu. Grupa kreatywnych geeków wywarła znaczący wpływ na muzykę elektroniczną co można pokazać na przykładzie Crystal Castles i podkradzionych sampli od Covoxa, który w samym dokumencie przewija się dosyć często. Miałem to szczęście, że krótko po premierze film dostępny był na pitchfork.tv i mogłem go obejrzeć w całości. Teraz ciężko o jakieś źródło do ściągnięcia. Jak ktoś ma namiary to niech da znać.

HEALTH - s/t (2007)


To nie jest muzyka która podejdzie większości z was. HEALTH to awangardowy noise band z Los Angeles należący do tego samego klubu co ostatnio opisywany No Age - The Smell. Oblicze tego 4-piece'u jest z jednej strony wypełnione atonalnością, szumem i dźwiękami, których pochodzenia nie chciałbyś znać, z drugiej minimalizmem, posługiwaniem się ciszą.
Żeby najlepiej opisać brzmienie tego zespołu wyobraź sobie świt ludzkości, wnętrze jaskini, rytualne bębny, wywoływanie duchów przy ognisku i sople arktycznych melodii jako pozostałość z ostatniej epoki lodowcowej. Perkusja jest naprawdę potężna, to fundament i przestrzeń dla wszystkich utworów, wraz z wrzaskami atakuje pierwotnym zdziczeniem i stoi w opozycji do futurystycznych zoothornów (sprzężonych efektów gitarowych z mikrofonem). Kawałki okresowo nawiedza wokal przypominający chorały gregoriańskie. Jeżeli to wszystko nie spowodowało u ciebie jeszcze zmarszenia brwi to możesz rozważyć sciągnięcie tego albumu.
HEALTHa trzeba słuchać głośno, inaczej całe zaskoczenie na którym bazuje album traci na znaczeniu. Mimo, że tej samozwańczej płyty polecam słuchać w całości warto zwrócić uwagę na najpopularniejszy kawałek "Crimewave", który został zremiksowany i wydany przez Crystal Castles ("Courtship" i "Courtship Dating" to też nie przypadek). Kiedy myślisz, że struktura kompozycji (której w całym albumie jak na lekarstwo) rozpada się na najdrobniejsze kawałki, zapadnia zrobiona z dodatkowego toma rozsypuje ją na jeszcze mniejsze okruchy. HEALTH wybudował pomost między muzyką elektroniczną a noisecore'em.
ZDROWIE nie kręci się tylko wokół muzyki, przesiębiorczo wykorzystują swój hype i już w tym roku będzie się można od nich spodziewać internetowej tv serii - HealthVision i linii odzieżowej. Jeśli nie znasz HEALTHa nie masz prawa nazywać się hipsterem.

Tracklist
  1. Heaven 2:37
  2. Girl Attorney 0:36
  3. Triceratops 3:14
  4. Crimewave 2:04
  5. Courtship 0:56
  6. Zoothorns 2:49
  7. Tabloid Sores 2:50
  8. / / M \ \ 3:26
  9. Glitter Pills 3:38
  10. Perfect Skin 4:21
  11. Lost Time 2:12

No Age - Nouns (2008)


No Age to duet z Los Angeles składający się z Randy'ego Randalla grającego na gitarze oraz Deana Allena Spunta zajmującego się perkusją i wokalem. Dwójka kaliforniczyków nie tylko czerpie muzyczną stylistykę punka lat 80. ale również jego ideologie "Do it Yourself", są też częścią klubu The Smell skupiającego muzyków odrzucających jakiekolwiek używki (alkohol też!). Nouns to przede wszystkim spektakularna batalia między hałaśliwym szumem a popową melodią, przynoszącą skojarzenia z noise rockowym Sonic Youth czy w wolniejszych kawałkach z shoegaze'owym My Bloody Valentine. Jak dokładniej nastawimy uszy wyczujemy również kalifornijski punk i szczyptę grunge'u. Subtelne efekty nałożone na wokalu, perkusja brzmiąca momentami jak zbiór puszek i kartonowych pudełek oraz gitara na delay'u z nieregularnym buczeniem w tle daje niespodziewanie powalający rezultat plasując Nouns na samym szczycie nowej muzyki ogłaszanej mianem noise popu.

Zespół grał w tym roku na OFF Festival w Katowicach, jak dla mnie najlepszy koncert z całego festiwalu!


Tracklist
  1. Miner 1:50
  2. Eraser 2:40
  3. Teen Creeps 3:25
  4. Things I Did When I Was Dead 2:27
  5. Cappo 2:42
  6. Keechie 3:27
  7. Sleeper Hold 2:26
  8. Errand Boy 2:41
  9. Here Should Be My Home 2:03
  10. Impossible Bouquet 2:09
  11. Ripped Knees 2:53
  12. Brain Burner 1:51

Hella - Hold Your Horse Is (2002)


Hella to duet złożony z gitarzysty Spencera Seima i niezwykle cenionego za talent i mnogość projektów perkusisty Zacha Hilla. Dwójka kalifornijczyków gra klasyczny przykład math rocka z zawiłym, jeśli w ogóle istniejącym metrum. Jest to niesamowicie techniczna i szybka gra, która zmęczy niejednego słuchacza po bardzo krótkim czasie. Warto jednak nie poddawać się w odkrywaniu wizji duetu by w ostateczności poczuć, że ich muzyka działa jak masaż, w którym wyprostowane dłonie są równolegle skierowane do zmarszczek na naszej korze mózgowej. Gitara w Hella oparta jest przede wszystkim na tappingu (czyli struny są dociskane, a nie szarpane jak zazwyczaj), a luźna struktura utworów kojarzy się z jazzem. Brzmienie charakteryzuje mrowie iskier, kłujących pinezek i spadających gwiazd. Ciężko uwierzyć, że istnieją na ziemi ludzie, którzy są w stanie zapamiętać, a następnie odegrać z niezachwianym tempem tego typu kawałki.

Tracklist
  1. The D. Elkan 0:43
  2. Biblical Violence 3:03
  3. Been A Long Time Cousin 3:51
  4. Republic Of Rough And Ready 3:44
  5. 1-800-Ghost-Dance 3:45
  6. Brown Metal 3:54
  7. Cafeteria Bananas 3:41
  8. City Folk Sitting, Sitting 7:07
  9. Better Get A Broom! 4:20

Edward Sharpe and the Magnetic Zeros - Up from Below (2009)



Edward Sharpe and the Magnetic Zeros to monumentalny projekt stworzony przez Alexa Eberta znanego wcześniej z Ima Robot. Dziesięciu zaangażowanym muzykom udało się wskrzesić ideał hipisowskiej komuny wykreowanej przez The Mamas & the Papas, popisując się przy okazji rozległością aranżacji, w której usłyszymy charakterystyczne brzmienie folk rocku wzmocnione motownowym bitem, banjo, akordeonem i trąbkami otaczającymi harmoniczne wokale oraz katarynkowe melodie punktowane na klawiszach i różnorodnych gitarach. Utwory z Up from below przepłnione są miłością, szczęściem i ckwliwością w takim stopniu, że chyba tylko robot się nad nimi nie rozczuli.



Tracklist:
  1. 40 Day Dream 3:54
  2. Janglin 3:50
  3. Up From Below 4:10
  4. Carries On 4:31
  5. Jade 3:44
  6. Home 5:06
  7. Desert Song 4:30
  8. Black Water 3:51
  9. Come In Please 5:07
  10. Simplest Love 2:53
  11. Kisses Over Babylon 5:16
  12. Brother 3:57
  13. Om Nashi Me 6:16

Boredoms - Vision Creation Newsun (1999)



Boredoms to bardzo zagmatwana sprawa. Zespół zaczynał od skrajnie agresywnych i abstrakcyjnych eksperymentów, w składzie przewijało się kilkunastu członków, a co do wyglądu dyskografii istnieje wiele niejasności i teorii spiskowych. Na dzień dzisiejszy nie wiadomo czy zespół się rozpadł, jak traktować zmianę nazwy i multum projektów pobocznych. Wygląda na to, że Boredoms w swoim chaotycznym i niezwykle twórczym pędzie ma w głębokim poważaniu dialog z mediami. Pochłonięci muzyką, a właściwie chęcią zniszczenia i zmieszania każdej możliwej koncepcji z błotem Boredoms po prostu doesn't give a fuck.
Nihilistyczny kolektyw wydając Vision Creation Newsun wykonał szeroki ukłon w kierunku krautrocka. Stale mieszający się strumień przepełniony klekotem, świstami i przeróżnymu skrzypami rozdziera chmury doglądając kosmosu z ekspansywnością godną powietrznego pęcharza wydostającego się na powierzchnię wody. Equalizer zwiariował, a my jesteśmy jednocześnie w dżungli i w środku burzy piaskowej. Czuć Hawkwinda. Boredoms to prekursorzy czegoś, na co nie ma jeszcze nazwy i pewnie nigdy nie będzie. Polecam każdemu.

Mam nadzieję, że tytuły kawałków się podobają.

Tracklist
  1. "◯" (circle) 13:42
  2. "☆" (star) 5:22
  3. "♥" (heart) 6:51
  4. (spiral) 6:51
  5. "~" (tilde) 6:19
  6. "◎" (two circles) 7:21
  7. "↑" (arrow up) 6:26
  8. "Ω" (omega) 6:46
  9. "ずっと" ("Zutto" ("Forever")) 7:31

Them Crooked Vultures - s/t (2009)



Them Crooked Vultures to tzw. supergrupa obstawiona przez Josha Homme'a (QotSA, Kyuss) na gitarze i wokalu, Dave Grohla (Foo Fighters, Nirvana) na perkusji, i John Paul Jonesa (Led Zeppelin), który zajął się basem i masą dziwnych instrumentów. Kiedy kilka gwiazd nagle znajduje się w jednym zespole dzieje się coś nienaturalnego. Them Crooked Vultures w sumie jest dobrą płytą, nie można jej nic zarzucić, a już na pewno nie odgrzewanie kotletów. Na pierwszy rzut do ucha wpada unikalnie rozciągany bit, w którego zakamarkach nieustannie coś pulsuje, skrzeczy i niezdarnie kwiczy. Ta kolaboracja to niby coś nowego, ale brakuje mi w tym iskry. Słynni muzycy weszli do studia, podzielili się bogatym doświadczeniem i pobawili się swoimi koncepcjami. Takie połączenie nazwisk z góry gwarantuje ciepłe przyjęcie więc żadne artystyczne zmagania nie wchodzą w grę. Czyżby projekt był głownie napędzany przez wytwórnię szukającą zastrzyku gotówki? Nie wiem, na pewno warto sobie kilka razy posłuchać.

Tracklist
  1. No One Loves Me & Neither Do I 5:10
  2. Mind Eraser, No Chaser 4:07
  3. New Fang 3:49
  4. Dead End Friends 3:16
  5. Elephants 6:50
  6. Scumbag Blues 4:27
  7. Bandoliers 5:43
  8. Reptiles 4:16
  9. Interlude With Ludes 3:45
  10. Warsaw Or The First Breath You Take After You Give Up 7:50
  11. Caligulove 4:55
  12. Gunman 4:47
  13. Spinning In Daffodils 7:28

Wavves - Wavvves (2009)



Ten album prędzej czy później musiał się tutaj znaleźć. W ostatnich latach mój absolutny faworyt jeśli chodzi o amatorskie granie z wielkim zapałem. Wavves to solowy projekt Nathana Williamsa, sprzedawcy ze sklepu muzycznego w San Diego, który godzinami przesiadywał w poolhouse'ie swoich rodziców, gdzie komponował swoje piosenki i palił zioło uncjami.
Pierwszy album przeszedł bez większego echa - może dlatego, że został wydany tylko na kasecie audio. Za to jego drugi album - Wavvves pokazał prawdziwą siłę przekazu pitchforka, który mocno promował nowe dokonania Nathana Williamsa doprowadzając do nienaturalnej wręcz popularności jak na tego typu projekt. Nie trzeba było długo czekać na hordy haterów skandujących "overrated!" paradoksalnie roznoszących dalej wieść o nikomu wcześniej nieznanym muzyku.
Pierwsza rzecz, która rzuca się w ucho na tym albumie to kompletny brak jakości. Pełno tutaj przypadkowych trzasków, szumów i echa. Przesterowana gitara na reverb przygrywa surf rockowe riffy, w perkusji można wyczuć ducha The Tornadoes, a w chórkach nucone są falsetem chwytliwe melodie. Abstrakcyjne teksty zahaczają o tematykę plaży, gothów, demonów, duchów i zioła. W stylu Wavves nie sposób też nie wspomnieć o motywie deskorolki, fascynacji kiczem i ogólnym zblazowaniu. Nathan Williams wypracował charakterystyczne brzmienie za pomocą prostych środków - lubię to!





Tracklist
  1. Rainbow Everywhere 1:29
  2. Beach Demon 3:32
  3. To The Dregs 1:56
  4. Sun Opens My Eyes 3:21
  5. Gun In The Sun 2:34
  6. So Bored 3:14
  7. Goth Girls 3:13
  8. No Hope Kids 2:14
  9. Weed Demon 2:39
  10. California Goths 2:21
  11. Summer Goth 2:05
  12. Beach Goth 3:52
  13. Killr Punx, Scary Demons 1:45
  14. Surf Goth 2:09

Razzle Dazzle - Strictly Saucers (2008)



"Detroit's favorite illegitimate sons Razzle Dazzle are back with their much anticipated debut LP, STRICTLY SAUCERS. 12 THC-infused party anthems, merging big Sabbath riffs, hip hop flows, and NYHC worship, easily (and thankfully) setting them apart from their boring hardcore contemporaries. If you miss the days of the beer-spraying, bong ripping Beasties, Razzle Dazzle will surely quench your cottonmouth." - opis ze strony wytwórni Lockin' Out Records właściwie wszystko wyjaśnia. Powiew świeżości we współczesnym hardkorze, dużo śmiechu i genialne gitarowe riffy, które ostatnio wchodzą mi jak mało co. PARTY HARD!

rzl dzl-strictly saucers from Livin' Proof on Vimeo.



Tracklist
  1. Man Full Of Trouble 2:10
  2. Strictly Saucers 1:18
  3. Partied Out 0:50
  4. Dirtier Work 0:30
  5. High Rollers 2:37
  6. Lost In Space Pt. 1 0:59
  7. Lost In Space Pt. 2 1:43
  8. Tell Me I Won't 0:43
  9. Bike 2000 2:13
  10. Tear Da Club Up 1:20
  11. Outro 1:30
  12. Ignorance Is Bliss Remx (Bonus) 2:02

Red Sparowes - At the Soundless Dawn (2005)



Red Sparowes to jeden z dostojniejszych przedstawicieli post-rocka. Takiej muzyki nie sposób słuchać w słuchawkach, dryfując po chałaśliwym mieście. Szeroko zakreślane, soniczne krajobrazy wymagają od słuchacza czasu i uwagi. Urozmaicone instrumenty wypełniają kompozycję po same brzegi więc nie uświadczysz tutaj żadnego wokalu. Red Sparowes tworzy muzykę, którą chyba najprościej można opisać jako oceaniczne przypływy i odpływy, pełne wzburzonych fal emocji. Uwagę przykuwają też niespotykanie długie, poetyckie tytuły utworów. Ciężko uwierzyć, że większość materiału na At the Soundless Dawn została nagrana na żywo, bez rozkładania poszczególnych instrumentów na oddzielne sesje nagraniowe.

Zespół zagra w Warszawie 27 września, a w następnych dniach w Gdyni i Poznaniu.

Tracklist
  1. Alone And Unaware, The Landscape Was Transformed In Front Of Our Eyes. 8:28
  2. Buildings Began To Stretch Wide Across The Sky, And The Air Filled With A Reddish Glow. 7:23
  3. The Soundless Dawn Came Alive As Cities Began To Mark The Horizon. 4:19
  4. Mechanical Sounds Cascaded Through The City Walls And Everyone Reveled In Their Ignorance. 11:20
  5. A Brief Moment Of Clarity Broke Through The Deafening Hum, But It Was Too Late. 6:00
  6. Our Happiest Days Slowly Began To Turn Into Dust. 5:41
  7. The Sixth Extinction Crept Up Slowly, Like Sunlight Through The Shutters, As We Looked Back In Regret... 19:33

The Datsuns - s/t (2002)



To był całkiem głośny debiut. The Datsuns zostało ogłoszone przyszłością rocka w brytyjskiej prasie, a NME przyznało im "Best Live Band". Nowozelandczycy mieli też okazję parę razy pograć u samego Johna Peela. Takie referencje powinny wystarczyć. Od siebie dodam tylko, że The Datsuns to wyjątkowo udane wskrzeszenie garażowych i glam rockowych klimatów z lat 70. Dużo tutaj nisko wirujących riffów, zajebiście ździerającego się wokalu i trochę przesadzonych solówek. Fajnie, że nadal można spotkać zespoły, które są owładnięte namiętnym, hardrockowym brudem.



Tracklist
  1. Sittin' Pretty
  2. MF From Hell
  3. Lady
  4. Harmonic Generator
  5. What Would I Know
  6. At Your Touch
  7. Fink For The Man
  8. In Love
  9. You Build Me Up (To Bring Me Down)
  10. Freeze Sucker

King Crimson - In the Court of King Crimson (1969)



Klasyk, klasyk, klasyk. King Crimson pokazał nowe oblicze psychedelicznego rocka czerpiąc inspiracje ze źródeł, na połączenie których wcześniej nikt nie wpadł. Już otwierający "21st Century Schizonoid Man" przez wielu uważany jest za jeden z pierwszych prog-rockowych utworów w historii, przeze mnie bez wachania zaliczany do ulubionych kawałków w ogóle. Surowy początek z megafonowym wokalem i perkusją trzymającą przy ziemi stopniowo rozwija się w improwizacyjny, free jazzowy odlot z niemalże orkiestralną aranżacją. Zaraz po dynamicznym wstępie wchodzi "I Talk to the Wind" - znacznie spokojnieszy kawałek, w którym płynąca z fletu melodia łaskocze neurony odpowiedzialne za uczucie piękna i harmonii we wszechświecie. Dalej już nie będe opisywać. Lata 1968-1969 to zdecydowanie najbardziej płodny okres w muzyce jaki kiedykolwiek miał miejsce.

Tracklist
  1. 21st Century Schizoid Man (Including ''Mirrors''') 6:52
  2. I Talk To The Wind 5:40
  3. Epitaph (Including ''March For No Reason'' And ''Tomorrow And Tomorrow'') 8:30
  4. Moonchild (Including ''The Dream And ''The Illusion'') 12:09
  5. The Court Of The Crimson King (Including ''The Return Of The Fire Witch'' And ''The Dance Of The Puppets''') 8:48

Joy Division - An Ideal for Living (1978)



Przypadek z Joy Division jest trochę podobny do tego wcześniej omawianego z The Beastie Boys. Każdy ich zna, ale mało kto ma pojęcie jaką muzykę grali na początku swojej kariery. "An Ideal for Living" to pierwsze nagranie wydane na własną rękę przez Joy Division, krótko po zmianie nazwy zespołu z "Warsaw". EPka wyprodukowana w domowych warunkach nie ma takiej post-punkowej głębi i melancholii jak "Unknown Pleasures" ale bardzo sprawnie nadrabia to pomysłowym, punkowym impetem. Wszystkie instrumenty wraz z wokalem są praktycznie bez zarzutu, jedna z moich ulupionych epek, która bardzo wyraźnie zwiastuje nadejście legendarnego zespołu. Gdyby był to album długogrający dałbym setkę. Jako ciekawostkę dodam, że bas z "Leaders of Men" został użyty w kawałku Audio Bullys "Rock Till I'm Rollin'" z płyty "Generation". To moja osobista kmina i chyba jako pierwszy podaję ją w internecie więc łał, sprawdźcie to!

Tracklist
  1. Warsaw
  2. No Love Lost
  3. Leaders Of Men
  4. Failures

Crystal Castles - s/t (2008)



Crystal Castles odkryłem przypadkowo, pożyczając od kolegi dysk twardy. Przebierając w masie elektroniki od razu moją uwagę przykuło połączenie artymicznych glitchów, szumu i brudnego basu z electro-clashowymi zagraniami, a wszystko to dodatkowo wzbogacone o 8-bit'owe sample prosto z gier na Gameboy'a i wrzaski, czasem wokale Alice.
Crystal Castles to duet składający się z Ethana Katha - zapalonego muzyka, która miał już za sobą kilka anarcho-punkowych zespołów (sic!) i enigmatycznej Alice Glass wypatrzonej prosto ze squatu. To właśnie dzięki charyźmie Alice projekt zawdzięcza tak duży rozgłos. Odziewając t-shirty dla małych chłopców, czarną spódnieczkę po babci i białe conversy dyktuje trendy nastolatkom, a swoim nieprzewidywalnym zachowaniem zaskarbiła sobie ich sympatię.
Kiedy sprawdzałem demka CC internet o nich dopiero mruczał. Nigdy bym się nie spodziewał, że coś tak specyficznego ma szansę się przebić, ale jak widać dla świeżego i świetnie pomieszanego miksu jakim jest Crystal Castles ciężko było znaleźć inną drogę.
Byłem na ich koncercie, jednak to zasługuje na odrębny wpis, napiszę tylko, że mają w zwyczaju posługiwanie się oświetleniem, które skutecznie zaburza percepcję, a Alice praktycznie co drugi kawałek pływa w publice. Sam album to mistrzostwo świata, bez wachania zaliczam do najlepszych ubiegłej dekady.


Tracklist:
  1. Untrust Us 3:06
  2. Alice Practice 2:41
  3. Crimewave (Crystal Castles Vs. Health) 4:18
  4. Magic Spells 6:07
  5. XXZXCUZX Me 1:54
  6. Air War 4:12
  7. Courtship Dating 3:30
  8. Good Time 2:56
  9. 1991 1:54
  10. Vanished 4:03
  11. Knights 3:14
  12. Love And Caring 2:19
  13. Through The Hosiery 3:07
  14. Reckless 3:28
  15. Black Panther 2:57
  16. Tell Me What To Swallow 2:17

Royal Trux - Accelerator (1998)



Royal Trux to duet, który w swoim brzmieniu i stylu bycia jest definicją ćpuńskiej, luzackiej zajebistości. Pierdolony aksjomat. Neil Michael Hagerty mający za sobą parę punkowych zespołów postanowił razem ze swoją dziewczyną - Jennifer Herrema realizować swoją artystyczną wizję, która ocieka brudem i niechlujnością. Sama Jennifer to oryginalna herion chic z sesji dla reklam Calvina Kleina. Royal Trux wyrastał w undergoundowej scenie Waszyngtonu zyskując potem rozgłos na fali popularności Nirvany. "Accelerator" to pierwszy album nagrany po powrocie do ich pierwotnej wytwórni Drag City. Jedno z ich najbardziej skocznych nagrań, pełne kompulsywności, przesteru, surowego rytmu, ale też melancholii, funkowych gitar i charkterystycznie przeciąganych, fałszowanych wokalów. Nie sposób też nie wspomnieć o folkowych wpływach. Ten nagrany w słabej jakości, roztrojony i pozorny chaos to 100% czegoś kultowego.

Tracklist:
  1. I'm Ready 3:54
  2. Yellow Kid 2:10
  3. The Banana Question 3:43
  4. Another Year 4:03
  5. Juicy, Juicy, Juice 5:34
  6. Liar 2:48
  7. New Bones 4:47
  8. Follow The Winner 3:24
  9. Stevie (For Steven S.) 4:53

Cheap Time - s/t (2008)



Cheap Time to solidny kawałek pozytywnego i skocznego garage punka stworzonego przez Jeffrey'a Novaka z Tennessee. Sekcje rytmiczną początkowo zasilała Jemina Pearl (bas) i Nathan Vasquez (perkusja), odeszli jednak na rzecz rozwoju Be Your Own Pet, o którym już tutaj wspominałem. Album sprawia wrażenie jakby został wyciągnięty prosto z lat 70. Mimo prostoty garażowego grania nadal udaje się stworzyć coś świeżego, wypełnionego po brzegi cukierkowymi solówkami i buzzcocksowym, energetycznym wokalem. Nie nudzi się.


    Tracklist

  1. Too Late 2:13
  2. Glitter And Gold 1:59
  3. Zig-Zag 1:58
  4. People Talk 2:10
  5. Push Your Luck 2:14
  6. Living In The Past 1:49
  7. Tight Fit 1:45
  8. Permanent Damage 1:32
  9. The Ballad Of Max Frost 1:14
  10. Falling Down 2:10
  11. Over Again 2:24
  12. Ginger Snap 2:25
  13. Back To School 1:20
  14. Trip To The Zoo 3:01

Monks - Black Monk Time (1966)

Dzisiaj kolej na coś starszego. Grupa pięciu amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Niemczech postanawia grać covery Chucka Berry'ego. Z czasem wypracowują swoje zaczepne brzmienie, a z image'em lecą w kosmos - golą się na tonsurę, noszą sutanny i generalnie wyglądają jak mnisi. Po powrocie ze służby wydają swoją jedyną płytę - Black Monk Time.
Anty-Beatlesami zostają ochrzczeni nie bez powodu. Narwańcza rytmika dobrze komponuje się z tekstami wyrwanymi chyba z kwasowego tripu. Frustracja, śmiech, wkurwienie czy cynizm? W sumie to nie wiadomo, raczej wszystko na raz i głównie spowodowane wojną w Wietnamie.
Mowi się, że jako pierwsi zaczęli wykorzytywać sprzężenie zwrotne na koncertach, a ich charakterystyczne brzmienie przetarło ścieżki dla punka i bardziej surowego garage rocka. Zespół obrósł wręcz kultem, a wielu artystów przyznawało się do czerpania z nich inspiracji, m. in. The White Stripes, The Dead Kennedys i The Beastie Boys. Zdaje się, że Monks są już zapomniani, dlatego wrzucam. Higgle-dy Piggle-dy!


Tracklist

  1. Monk Time 2:14
  2. Shut Up 3:11
  3. Boys Are Boys And Girls Are Girls 1:23
  4. Higgle-Dy-Piggle-Dy 2:28
  5. I Hate You 3:32
  6. Oh, How To Do Now 3:14
  7. Complication 2:21
  8. We Do Wie Du 2:09
  9. Drunken Maria 1:44
  10. Love Came Tumblin' Down 2:28
  11. Blast Off! 2:12
  12. That's My Girl 2:24

Blood Red Shoes - Box of Secrets (2008)


Box of Secrets to debiutancki album perkusisty Stevena Ansella i gitarzystki Laury-Mary Carter, który w dużej mierze składa się z wcześniej wydanych singli i b-side'ów. Brytyjski duet prezentuje dosyć typowego, wyspiarskiego indie rocka, tyle że z większym garażowym zacięciem objawiającym się przede wszystkim w basowych partiach (granych na najgrubszej strunie w gitarze) i ciekawiej budowanymi, melodycznymi wokalami. Widziałem ich na żywo grających tak zgodnie z nagraniami, że początkowo przeszła mnie myśl o playbacku, ofkors myliłem się.




Tracklist

  1. Doesn't Matter Much 3:24
  2. You Bring Me Down 3:41
  3. Try Harder 3:48
  4. Say Something, Say Anything 3:10
  5. I Wish I Was Someone Better 3:45
  6. Take The Weight 4:34
  7. ADHD 3:15
  8. This Is Not For You 4:33
  9. It's Getting Boring By The Sea 2:54
  10. Forgive Nothing 3:12
  11. Hope You're Holding Up 5:09

Queens of the Stone Age - Songs for the Deaf (2002)


Ten album to kamień milowy zarówno dla kariery zespołu jak i mojego muzycznego ogarnięcia. Jest to jedna z pierwszych płyt, które słuchałem jako całości. Z pierwszym ujrzeniem teledysku "Go with the Flow" wiąże się moment, od którego zacząłem odkrywać zespoły na własną rękę. Od tamtego czasu "Songs for the Deaf" przesłuchałem miliony razy (wtedy jeszcze z discmana, hehe), a płyta na tyle wryła się do mojej podświadomości, że odpalając to nagranie bardziej czuje się jakbym przypominał sobie kawałek samego siebie niż słuchał jakiejś konkretnej muzyki. Od strony zespołu Songs for the Deaf prezentuje się jako ich najważniejsze dokonanie.
Qotsa, wcześniej stworzywszy gatunek stoner rocka, na tej płytce wynosi go na absolutnie nowy poziom, którego ujęcie nawet w alternative-stoner-hard-rockowej hybrydzie wydaję się nie do końca trafne. Warto dodać, że w nagraniu gościnnie brał udział sam Dave Grohl (prekusista Nirvany, frontman Foo Fighters). Cały album utrzymany jest w luźnej koncepcji, gdzie słuchacz zostaje wzięty na przejażdżkę z pustyni Mojave do Los Angeles podczas której radio dostrajane jest do różnych, lokalnych stacji. Wszystko, czego tylko potrzeba.




Tracklist:
  1. You Think I Ain't Worth A Dollar, But I Feel Like A Millionaire 3:12
  2. No One Knows 4:38
  3. First It Giveth 3:18
  4. A Song For The Dead 5:52
  5. The Sky Is Fallin' 6:15
  6. Six Shooter 1:19
  7. Hangin' Tree 3:06
  8. Go With The Flow 3:07
  9. Gonna Leave You 2:50
  10. Do It Again 4:04
  11. God Is In The Radio 6:04
  12. Another Love Song 3:16
  13. A Song For The Deaf 6:42
  14. Mosquito Song 5:38
  15. Everybody's Gonna Be Happy 2:35

sto procent

Jutro wjedzie pierwszy krążek, który dostanie znak jakości 100% widniejący pod tym tekstem. Żeby płyta dostała takie odznaczenie musi mi się wyjątkowo podobać, być w miare popularna i zdobyć powszechne uznanie wśród krytyków. Jeżeli któryś w taki sposób wyróżniony album ci nie podejdzie to chyba jesteś jakiś dziwny.

Beastie Boys - Agilo e Olio (1995)


Pewnie niewielu z was wie, że Beastie Boys nie od zawsze byli trójką MC tylko hardcore punkową bandą, na dodatek całkiem udaną o czym może świadczyć fakt, że grali support przed takimi ikonami jak The Dead Kennedys, Bad Brains czy Misfits. Agilo e Olio to zajebista epka na której ciężko doszukać się słabych kawałków. Ze wszystkiego bije pełen werwy, buntowniczy klimat z ciekawie budowanymi breakdownami i ciągłym przeskakiwaniem między pojedyńczym a potrójnym wokalem.

    Tracklist

  1. Brand New 1:24
  2. Deal With It 1:58
  3. Believe Me 1:19
  4. Nervous Assistant 0:42
  5. Square Wave In Unison 1:02
  6. You Catch A Bad One 1:20
  7. I Can't Think Straight 1:18
  8. I Want Some 2:00
  9. Soba Violence - bonus track 1:14

Animal Collective - Feels (2005)


Animal Collective w sumie wyjaśniło muzykę, wyekploatowało ją do granic możliwości tworząc harmonię z chaosu, piękno z brzydoty i ciężko coś poradzić na zespoły, które mnożą się jak grzyby po deszczu na hipsterowym runie nieudolnie starając się cokolwiek uciułać z ich nie zamkniętej jeszcze w jakiekolwiek ramy kreatywności. Odnoszę wrażenie jakby zespół odkrył inny, jeszcze przez nikogo nie sprawdzony obszar muzyki. Animal Collective zaliczany jest do freak folku i nurtu New Weird America, które w moim odczuciu zostały zdefiniowane przede wszystkim w oparciu o ich twórczość.
Muzycy wydając szósty album "Feels" wydają się nie być nawet w połowie drogi odkrywania możliwości jakie niesie ze sobą tworzywo, które sami wynaleźli. Feels to zdecydowanie najbardziej przystępna płyta do rozpoczęcia przygody z Animal Collective, nie jest awangardowa jak ich wcześniejsze nagrania, a równocześnie nie tak popowa co ostatni Merriweather Post Pavillon. Wszystkie instrumenty wykorzystane podczas nagrywania tego albumu były strojone pod pianino, które było... roztrojone. Nie z jakimś zamysłem, zmianą tonacji, tak po prostu, rozstrojone od grania i zmian temperatury. Feels to przede wszystkim ogromna przestrzeń wiosennej, kojącej łąki, z tym, że nie ma tutaj żadnych pyłków, które powodowałoby kichanie czy przekrwione oczy.

W paczce jest jeszcze bonus live cd, który został wydany tylko w limitowanej edycji. Enjoy!





Tracklist

  1. Did You See The Words 5:15
  2. Grass 2:59
  3. Flesh Canoe 3:44
  4. The Purple Bottle 6:48
  5. Bees 5:38
  6. Banshee Beat 8:22
  7. Daffy Duck 7:34
  8. Loch Raven 4:59
  9. Turn Into Something 6:29

Sleigh Bells - Treats (2010)



Sleigh Bells powstało w dosyć nietypowy sposób. Gitarzysta post-hardcore'owego zespołu pracując jako kelner zagaduje przy stoliku nauczycielkę pięcioklasistów. Po tygodniu zaczynają się pierwsze nagrywki, a po 2 latach wydają "Treats", które zostaje obrzucone laurami przez krytyków i wodzonymi przez nich za nos hipsterów. Twór tego duetu to sample z gangsterskiego rapu przyprawione rapcore'em i damskim wokalem. Podobno Sleigh Bells cechuje się wyjątkowo żywiołowymi koncertami, ale jakoś ciężko mi się do tego przekonać skoro jedynym instrumentem granym na żywo jest gitara, na vimeo też nie wygląda to jakoś super. Może po prostu trzeba tam być, hehs.

Tracklist:
  1. Tell 'Em 2:56
  2. Kids 2:46
  3. Riot Rhythm 2:36
  4. Infinity Guitars 2:31
  5. Run The Heart 2:41
  6. Rachel 2:19
  7. Rill Rill 3:49
  8. Crown On The Ground 3:49
  9. Straight A's 1:31
  10. A/B Machines 3:34
  11. Treats 3:28

The Black Box Revelation - Set Your Head on Fire (2007)



The Black Box Revelation miałem okazję zobaczyć jako support przed koncertem Eagles of Death Metal, niestety na bardzo krótko bo zaczęli grać bezczelnie punktualnie. Ten belgijski duet (chociaż śpiewają po angielsku) wydał swój pierwszy album "Set Your Head on Fire", kiedy Jan Paternoster (wokal, gitara) i Dries Van Dijck (perkusja, chórki) mieli odpowiednio 17 i 19 lat. Całkiem imponujące, szczególnie jeśli zwróci się uwagę, że jest to zespół grający garage rocka z większymi bluesowymi naleciałościami niż zazwyczaj. W swoim rodzinnym kraju The Black Box Revelation odniosło spory sukces, za granicą, mimo że koncertowali nawet po stanach, znacznie mniejszy. Dziwię się, czemu o tych dwóch belgach jest tak cicho. Rzadko zdarza się, aby garage rock był nagrany i zmiksowany na tak wysokim poziomie (trochę to się kłóci z ideą, hehe), dodatkowo urozmaicona perkusja i klawisze prosto z późnych lat 60. na pewno nie przeszkadzają. Tylko wokal mógłby być trochę mniej nosowo-smęcący.





Tracklist

  1. I Think I Like You 3:34
  2. Love In Your Head 3:50
  3. Gravity Blues 3:23
  4. Never Alone / Always Together 5:16
  5. Stand Your Ground 4:08
  6. Love, Love Is On My Mind 4:30
  7. Set Your Head On Fire 4:43
  8. Dollars Are Sweet, They Say 3:29
  9. Beatbox Revelation Pt. 1 3:02
  10. Cold Cold Hands 3:04
  11. We Never Wondered Why 3:35
  12. I Don't Want It 4:47
  13. Misery Box 3:17

Be Your Own Pet - s/t (2006)



Be Your Own Pet poznałem jak jeszcze oglądałem brytyjskie mtv2, promowali wtedy singiel "Adventure", a ja miałem 16 lat. Mimo upływu czasu i poszerzenia swoich horyzontów muzycznych nadal uważam ich debiutancki album za wyśmienity zbiór dźwięków, który z pewnością odstręczy wszystkich muzycznych snobów. BYOP to mieszanka riot grrrlowej charyzmy Jeminy Pearl, soczystej gitary i sekcji rytmicznej, która wprawia głowę i tułów w odrębne konwulsje. Niestety droga tej czwórki rozeszła się w innych kierunkach i 2008 rok okazał się być ostatnim dla zespołu. Ikona indie punka zero-zerowych lat.





Tracklist:
  1. Thresher's Flail 2:07
  2. Bunk Trunk Skunk 1:28
  3. Bicycle Bicycle, You Are My Bicycle 2:06
  4. Wildcat! 1:23
  5. Adventure 2:32
  6. Fuuuuuun 1:20
  7. Stairway To Heaven 1:45
  8. Bog 2:19
  9. Girls On TV 2:29
  10. We Will Vacation, You Can Be My Parasol 2:03
  11. Let's Get Sandy (Big Problem) 0:58
  12. October, First Account 2:59
  13. Love Your Shotgun 3:00
  14. Fill My Pill 3:26
  15. Ouch 3:26

Witam.

Witaj w tym niezwykle komfortowym miejscu. Przede wszystkim będę tutaj wrzucał lubiane przeze mnie albumy z krótką notatką od serca. Nie zamierzam się jakoś ograniczać co do gatunków, ale trzeba powiedzieć, że najwięcej rzeczy będzie zahaczało o tytułowe "indie", cokolwiek to znaczy. Oprócz empetrójek będą się tu od czasu do czasu pojawiały wpisy w inny sposób poruszające tematykę muzyki. Nowych albumów będzie przybywać 1-2 na tydzień, tak aby nowe doznania dźwiękowe nie przytłaczały Waszych umysłów i moglibyście je na spokojnie przyswoić.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...