
Nie będę tutaj wyliczał kawałków w listach bo najzwyczajniej bycie na bieżąco ze wszystkimi wydaniami nie jest dla mnie priorytetem, wole posłuchać tego na co akurat mam ochotę lub zagłębić się w to co mi się właśnie przypomniało a nigdy wcześniej nie poświęciłem temu większej uwagi.
Mogę za to wspomnieć o kilku albumach, które wywołały u mnie mieszane uczucia. Na początek leci ostatnia płyta Wavves - King of the Beach, całkowita zmiana stylistyki, naiwna głupota, połączenie Blink 182 i Nirvany. Całkiem sporo czasu poświęciłem aby się do tak długo oczekiwanego albumu przekonać, pare kawałków ujdzie, ale co z tego. Nadmiar zioła i kasy potrafi czasem konkretnie upośledzić muzyka. Kolejnym rozczarowaniem tego roku jest Deerhunter - Hacylon Digest, zespół generalnie zaczął się bawić w Coldplay'a (który BTW gra na openerze), więc tak średnio. Następny, już troche mniejszy buzzkiller to Everything in Between od No Age, podobna jak wcześniej popowa tendencja, mniej przestrzeni, odlotów i psychodelii.
Żeby nie smucić za bardzo wspomne też o artystach, którzy w 2010 roku wyszli obronną ręką. Mowa tutaj o drugim krążku Crystal Castles (nazwanym tak samo jak zespół i pierwszy album LOLWUT), który jest inny, bardziej "profesjonalny". Debiutowi może nie dorówna ale jest naprawdę SPOKO. No i zbliżyliśmy się do chyba najlepszego albumu tego roku czyli MGMT - Congratulations. JEZU JAKIE BOGACTWO DŹWIĘKU, KOMPOZYCYJNA POMYSŁOWOŚĆ, POETYCKIE TEKSTY I NIEPRZEWIDYWALNA MELODYJNOŚĆ, SŁOWEM WSZYSTKO! Chłopaki naprawdę podnieśli sami sobie poprzeczkę. Słuchanie Congratulations w jakości o mniejszym bitrate niż 320kbps to zwykła profanacja. Wszyscy, którzy dywagują nad obranym przez nich kierunkiem, nad tym, że to już nie taki suckes jak za czasów Time to Pretend nie rozumieją chyba, że muzyka to nie tabelka ligii piłkarskiej.
3 najważniejsze wydarzenia 2010 roku? Koncert Crystal Castles w Stodole, OFF Festival i zbanowanie mnie na last.fm
Jeśli chodzi o debiuty to zdecydowanie zaskoczył mnie Tyler, the Creator i Salem.
Mówiąc o ogólnych tendencjach to na pierwszym planie trzeba wyszczególnić WYTRYSK popularności dubstepu i jego eksterminacja muzyki klubowej. Pojęcie mainstreamu nie wydaje się już takie klarowne jak kiedyś, niezależni artyści porywają tak duże tłumy jak nigdy wcześniej, setlista ułożona przez kasę producentów w radiu traci wpływy na rzecz lokalnego, facebookowego walla. Muzycznie ten rok oceniam średnio, głównie za sprawą tego, że moje zajawki, które rozwijały się w przeciągu ostatnich lat, teraz umierają. Ciężko znaleźć coś autentycznego lub wysublimowanego. Opiatowa elektronika jest w porządku, ale fajnie gdyby czasem moja wyobraźnia też została pobudzona.
Jeżeli uważasz, że coś pominąłem, lub po prostu inaczej się zapatrujesz na ten rok to BŁAGAM KOMENTUJ.
Mogę za to wspomnieć o kilku albumach, które wywołały u mnie mieszane uczucia. Na początek leci ostatnia płyta Wavves - King of the Beach, całkowita zmiana stylistyki, naiwna głupota, połączenie Blink 182 i Nirvany. Całkiem sporo czasu poświęciłem aby się do tak długo oczekiwanego albumu przekonać, pare kawałków ujdzie, ale co z tego. Nadmiar zioła i kasy potrafi czasem konkretnie upośledzić muzyka. Kolejnym rozczarowaniem tego roku jest Deerhunter - Hacylon Digest, zespół generalnie zaczął się bawić w Coldplay'a (który BTW gra na openerze), więc tak średnio. Następny, już troche mniejszy buzzkiller to Everything in Between od No Age, podobna jak wcześniej popowa tendencja, mniej przestrzeni, odlotów i psychodelii.
Żeby nie smucić za bardzo wspomne też o artystach, którzy w 2010 roku wyszli obronną ręką. Mowa tutaj o drugim krążku Crystal Castles (nazwanym tak samo jak zespół i pierwszy album LOLWUT), który jest inny, bardziej "profesjonalny". Debiutowi może nie dorówna ale jest naprawdę SPOKO. No i zbliżyliśmy się do chyba najlepszego albumu tego roku czyli MGMT - Congratulations. JEZU JAKIE BOGACTWO DŹWIĘKU, KOMPOZYCYJNA POMYSŁOWOŚĆ, POETYCKIE TEKSTY I NIEPRZEWIDYWALNA MELODYJNOŚĆ, SŁOWEM WSZYSTKO! Chłopaki naprawdę podnieśli sami sobie poprzeczkę. Słuchanie Congratulations w jakości o mniejszym bitrate niż 320kbps to zwykła profanacja. Wszyscy, którzy dywagują nad obranym przez nich kierunkiem, nad tym, że to już nie taki suckes jak za czasów Time to Pretend nie rozumieją chyba, że muzyka to nie tabelka ligii piłkarskiej.
3 najważniejsze wydarzenia 2010 roku? Koncert Crystal Castles w Stodole, OFF Festival i zbanowanie mnie na last.fm
Jeśli chodzi o debiuty to zdecydowanie zaskoczył mnie Tyler, the Creator i Salem.
Mówiąc o ogólnych tendencjach to na pierwszym planie trzeba wyszczególnić WYTRYSK popularności dubstepu i jego eksterminacja muzyki klubowej. Pojęcie mainstreamu nie wydaje się już takie klarowne jak kiedyś, niezależni artyści porywają tak duże tłumy jak nigdy wcześniej, setlista ułożona przez kasę producentów w radiu traci wpływy na rzecz lokalnego, facebookowego walla. Muzycznie ten rok oceniam średnio, głównie za sprawą tego, że moje zajawki, które rozwijały się w przeciągu ostatnich lat, teraz umierają. Ciężko znaleźć coś autentycznego lub wysublimowanego. Opiatowa elektronika jest w porządku, ale fajnie gdyby czasem moja wyobraźnia też została pobudzona.
Jeżeli uważasz, że coś pominąłem, lub po prostu inaczej się zapatrujesz na ten rok to BŁAGAM KOMENTUJ.
Przyznam, że jak zobaczyłem tytuł to miałem nadzieję na małe 'top 10 kawałków tego roku' lub coś w tym stylu. Szkoda, że się nie pokusiłeś o coś takiego :)
OdpowiedzUsuńNo i IMO zapomniałeś o Sleigh Bells, bo przecież ich album jest właśnie z 2010, warto o nich wspomnieć jeszcze raz.
Pozdro :)
No niestety nie mam wszystkiego rocznikowo w głowie poukładanego i robiąc jakies top 10 czułbym, że dużo rzeczy pomijam. Może w następnym roku :)
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuń