DPKNWJT26F3H

Podstrony

Beach House - Teen Dream (2010)



Beach House to dream popowy duet z tej samej mieściny co Animal Collective, czyli Baltimore w Maryland. Po pierwszym przesłuchaniu Norway od razu na uszy rzuciły mi się niezdarnie powyginane organy, które drążą niesamowicie przyjemną melodię. Na całe szczęście, jak się później okazało, organy te towarzyszą przez cały album. Subtelny automat perkusyjny wybija proste rytmy, bo niczego więcej w takiej muzyce nie potrzeba. Dream pop bardziej płynie, niż skacze. To, co w Beach House zaskakuje to ogromny rozmach stworzony za pomocą prostych środków. Efekt zapewne nie byłby tak powalający, gdyby nie charakterystyczny wokal Victorii Legrand. Bardzo lubię ten głuchy pogłos, który można także usłyszeć u Lykke Li. Mógłbym jeszcze napisać, że Teen Dream jest kolorowe, że pozytywne emocje przeplatają się tutaj z nutą goryczy i  melancholii, ciężko to sobie wyobrazić więc lepiej po prostu posłuchajcie.




     Tracklist
  1. Zebra 4:48
  2. Silver Soul 4:58
  3. Norway 3:54
  4. Walk In The Park 5:22
  5. Used To Be 3:58
  6. Lover Of Mine 5:06
  7. Better Times 4:23
  8. 10 Mile Stereo 5:03
  9. Real Love 5:20
  10. Take Care 5:48

No Age - Weirdo Rippers (2007)


15 kwietnia No Age zagra w warszawskim Powiększeniu. Realistycznie obstawiam, że większość kawałków zagrają ze swojego najnowszego albumu Everything in Between, który niestety jest taki sobie. Krążek został skopany przede wszystkim na poziomie produkcji, a to połowa, jeśli nie większość uroku tego zespołu. Glitter z ciekawym skrzypem prowadzącym melodie, czy Fever Dreaming dają radę, reszta utworów nie trzyma już takiego poziomu. Lepiej wrócić do ich wcześniejszych nagrań - Nouns i dzisiaj opisywanego Weirdo Rippers, które są bezdyskusyjnie majstersztykiem. 
Sam nie wiem, który album jest lepszy. Zdarza się tak, że podzielam obiegową opinię, która przychyla się ku Nouns. Ale Weirdo Rippers też ma swoje mocne strony, a ostatnie odświeżenie bardzo mu zaplusowało w moich oczach. Pierwszy długogrający album jest w sumie tylko kompilacją wcześniej wydanych EPek. Ogromne pokłady szumu zataczają pięknę shoegaze'owe krajobrazy, wszystko się rozwija, narasta i przyśpiesza z świetnym wyczuciem, gdzieś w obłokach wyłania się noisecore'owe widmo poprzedniego zespołu Deana Spunta i Randy'ego Randalla; czyli Wives, o którym na pewno jeszcze wspomnę. Kawałek Boy Void wydaję się wręcz zamierzonym nawiązaniem do przeszłej twórczości.
Tracklist
  1. Every Artists Needs A Tragedy 3:38
  2. Boy Void 1:45
  3. I Wanna Sleep 2:59
  4. My Life's Alright Without You 1:59
  5. Everybody's Down 2:20
  6. Sun Spots 1:22
  7. Loosen This Job 3:40
  8. Neck Escaper 2:08
  9. Dead Plane 4:12
  10. Semi-Sorted 3:46
  11. Escarpment 4:01

Pocahaunted - Peyote Road (2008)


Pocahaunted proponuje muzykę, którą wielu może nie poczuć. Nie da się do niej potupać nogą, ciężko też ją zanucić. Drone jest jak morze w którym niektórzy mogą się utopić i nigdy nie wypłynąć na powierzchnię. Z kolei dla innych to morze okazuje się zbyt słone i nigdy nie będzie im dane zanurzyć się w jego głębinowe wiry. Drone ma wiele postaci, ale problem wyporności pozostaje ten sam. Pocahaunted prezentuje jego szamańskie oblicze. Album usytuowany jest w mrokach pustyni, gdzie jedyne czego możemy się napić to meskalina z pobliskiego kaktusa.


Tracklist
  1. Divine Flesh (16:32)
  2. Heroic Doses (17:16)

Queens of the Stone Age - s/t (1998) re-release (2011)


Stało się. Zespół, od którego zacząłem interesować się muzyką, którego poczynania nieustannie śledzę na przestrzeni wydania 3 albumów studyjnych, po 6 latach ponownie zawita do Polski. To, co chyba każdy ceni w Qotsie to odwagę w eksperymentowaniu przy jednoczesnym zachowaniu korzeni. Tym razem, będzie to definitywny powrót do tych korzeni, bo zespół w nadchodzącej europejskiej trasie koncertowej będzie grał swój pierwszy krążek w całości. Koncert w Stodole będzie też tym zamykającym całą trasę. Lepiej być po prostu nie może.
Queens of the Stone Age to album wyznaczający nowy kierunek ku miejscom, których nie można do końca odnaleźć na Kyussowym Palm Desert. Będąc gitarzystą Kyussa, Josh Homme nigdy nie myślał o zostaniu wokalistą, jednak zakładając nowy zespół, nie miał częściowo innego wyjścia. Jak sam przyznaje nie był zbyt śmiały w tej nowej roli, co paradoksalnie dało pozytywnie zaskakujący efekt. Nie będę rozkładał brzmienia Qotsy na czynniki pierwsze bo zrobiłoby mi się niedobrze. Tego trzeba po prostu posłuchać. W wasze ręce rzucam nową, zremasterowaną edycję wzbogaconą o kawałki ze splitów z Kyussem i Beaverem.





     Tracklist
  1. Regular John
  2. Avon
  3. If Only
  4. Walkin' On The Sidewalks
  5. You Would Know
  6. The Bronze
  7. How To Handle A Rope
  8. Mexicola
  9. Hispanic Impressions
  10. You Can't Quit Me Baby 
  11. These aren't the Droids You're Looking For
  12. Give The Mule What He Wants
  13. Spiders and Vinegaroons
  14. I Was A Teenage Hand Model
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...